Jestem
reżyseria: Dorota Kędzierzawska
znacie pania Dorote Kedzierzawska? moze mowi cos tytuk „Nic”? nie? nie szkodzi. bo wlasnie Jestem staje sie jej najlepszym filmem i jesli chcecie miec pojecie o jej rezyserskim talencie to siegajcie po ten wlasnie film. zreszta, nie tylko z tego powodu.
oto fabula: jest sobie bohater o xywie Kundel, wychowywujacy sie w domu dziecka. pewnego razu ucieka stamtad i wraca w rodzinne strony, gdzie rezyduje jego matka. niestety, matce (Edyta Jungowska) ni w zab powrot syna. opuszczony, totalnie samotny, postanawia zamieszkac w starej barce. zdany tylko na siebie, jest w stanie przezyc tak szmat czasu. to wazny watek, ale nie o survival w tym filmie chodzi. bo pojawia sie drugi wazny bohater – dziewczynka o pseudonimie Kuleczka. choc w przeciwienstwie do glownego bohatera mieszka w dostatnim domu (w roli glowy rodziny – Pawel „tomek” Wilczak), rowniez czuje sie samotna. z czasem blokada (na ktorej powstanie miala wplyw „nienajciekawsza” uroda Kuleczki) znika, a miedzy bohaterami rodzi sie najczystsze z mozliwych uczucie.
filmow z dziecmi, sluzacymi jako medium do obserwacji swiata, mielismy od groma. o maloletnich uciekinierach rowniez. a jednak warto obejrzec ten film. bo nawet jesli Wasze zycie po tym filmie sie nie odmieni (chociaz…), to zdecydowanie wyjdziecie z kina madrzejsi i odrobine wrazliwsi na to co dzieje sie dookola. bo film odkrywa przed nami niezwykle smutny fakt, ktory choc tak bliski realiom polskim to niestety wystepuje pod kazda szerokoscia geograficzna. i w ukazaniu tej dolujacej prawidlowosci upatruje glowny cel tego filmu, na co moze wskazywac tytul filmu. niektorym ludziom przeszkadza w innych sam fakt, ze Są. ze zyja. najsmutniejsze, ze dotyczy to rowniez (moze zwlaszcza?) dzieci. tak jak w „Misiach” Hey’a – „szescioletni wyrzut sumienia”. siedmoletni. osmioletni. czasem dwuletni. najgorsze, ze w przypadku dzieci konczy sie to opuszczeniem, zostawieniem na pastwe losu. najgorze to rozwiazanie? nie. bo to wystarczy wlaczyc telewizor, by w telewizyjnych wiadomosciach zobaczyc, ze matka zostawila dziecko na pewna smierc. i jak tu wierzyc w ludzi?
jednak to refleksje poseansowe. tak naprawde to film w trakcie samego seansu lsni znacznie jasniejszymi barwami. odkrywaniu piekna w uczuciu rodzacym sie miedzy dwoma samotnymi jednostkami. tym piekniejsze gdy jest to uczucie miedzy dwoma osobnikami w wieku dzieciecym (prosze bez pedofilskich skojarzen – mowimy o powaznym filmie). nieuzaleznione od fizycznosci, hierarchii spolecznej i innych mniej lub bardziej bzdurnych okolicznosci. i w tej walce z samotnoscia upatruje drugi punkt ciezkosci.
tyle kwestie merytoryczne. a teraz kwestie techniczne. piekne, nastrojowe, „jesienne” zdjecia skontrastowane z ponurymi obrazkami z domu dziecka. montaz bardziej uspokajajacy niz zapierajacy dech w piersiach. za scieke dzwiekowa odpowiada sam Micheal Nyman i to slychac. po prostu swiatowy poziom. a jednoczesnie, choc to jedyny w ekipie realizatorskiej osobnik o miedzynarodowej slawie, to nie dominuje. muzyka jest dla filmu, nie odwrotnie. no i aktorzy. w doroslych rolach gwiazdy z „Na Dobre i Na Zle”. choc wilczak jest na ekranie przez pare chwil i zdecydowanie niewiele wnosi do calosci, tak postac kreowana przez jungowska, choc tez niewiele widoczna, to zdecydowanie odgrywa istotna role. i ciesze sie, ze akurat gra ja „bozenka”, wciaz tak niedoceniona aktorka w polskiej kinematografii. no i widac przez moment cycki, a ze aktorka ladne, a i piersi ladne, tak jest to kolejny plus dla tego dziela :)))
a najwiekszy jednak dla odtworcow glownych rol dzieciecych. tym bardziej, ze totalne naturszczyki. i jak dla mnie – spokojnie mozna porywnywac do gowniarza z „szostego zmyslu”. o culkinie z „kevina samego w domu” mozemy zapomniec.
kolejny dobry polski obraz. moze o renesansie polskiej kinematografii nie mozna jeszcze mowic, ale naprawde serce roscie ogladajac tak dobre filmy w jezyku polskim.
najlepszy moment: DZIECIAKI
ocena: 7,5/10

