rageman.pl
Muzyka

Igor Boxx – DJ Set

rok wydania: 2011

wydawca: DIY

pobierz album

 

Z Czechosłowacji przenosimy się do Wrocławia.

Nie traktujcie tej recenzji poważnie, dobrze? Wiem, że żadnej na tym blogu tak nie traktujecie, ale tym razem naprawdę potraktujcie ją z dystansem. Po prostu notka promocyjna bardzo przyjemnego wydawnictwa.

Skąd ta prośba? Już tłumaczę: po pierwsze, nie będę ukrywał – nie zapoznałem się (jeszcze) z Boxx’owym „Breslau”, na którego temat rzekomo ten set jest wariacją. Fakt, że pierwsze słyszę o Art Gallery BWA Awangarda, podczas którego Boxx prezentował ten set też dość zubaża nam kontekst. Ponadto set sprezentowany został w formie jednego pliku mp3, co akurat ma sens, bo trudno traktować ten set inaczej niż jako spójną całość. Z drugiej strony – chociaż w elektronicznej wersji bookletu dołączonego do setu widnieje spis tytułów utworów, my się nimi posługiwać nie będziemy, bo zwyczajnie nie wiem do jakich fragmentów setu je dopasować.

Jakby tego było mało, jeszcze dochodzi czwarta sprawa – jest to dość szeroko pojęta elektronika, która wciąż nie jest tak mi bliska jak rapy, popy czy gitary. Co nie zmienia faktu, że jako fan smolistych podkładów całkiem sporo frajdy wyniosłem z tego godzinnego setu.

Dobra, koniec pierdolenia. Czas na sedno: zaczyna się kapitalnie. Nie wiem co to jest nu jazz, który Boxx (a naprawdę Igor Pudło) uprawiał jeszcze jako połowa duetu Skalpel. Jeśli jednak to jest to o czym myślę, to te pierwsze minuty setu są nu jazzowe jak w mordę strzelił. Żywe (a właściwie „żywe”) jazzowe granie, silnie nasączone nowoczesnym, niejako hiphopowym feelingiem. „Uberjam” Scofielda się przypomina, generalnie jednak chodzi o to, że mamy tu dźwięki, dzięki którym Tede mógłby pójść z Marcinem Kydryńskim w tany. Wraz z rozkręcaniem się setu istnieje obawa, że mąż Anny Marii Jopek mógłby poczuć się zdezorientowany. Bo wkracza na parkiet Elektronika. Oczywiście ta lepsza, dość wielowymiarowa – bo zarówno chillout, jak i bardziej połamane klimaty sie tu odezwają, a nawet coś na kształt lekkiego industrialu – jednak mianownik zawsze jest ten sam. Przepyszność brzmieniowo-aranżacyjno-klimatyczna.

Jak wspomniałem wcześniej, nie wiem jak „Breslau” prezentował się w kontekście jego konceptu dotyczącego wojennych przeżyć Wrocławia. Ja, jeśli mam być szczery, w tym secie nie zauważam tego tak wiele (co stanowi miła odmianę od martyrologicznych projektów, jakich pełno w polskiej muzie). Co nie zmienia faktu, że słucha się tej płyty jak Opowieści. I niech to ostatnie zdanie stanowi podsumowanie tej płyty.

 

najlepszy moment: –

ocena: 7,5/10

Leave a Reply