Horrorpops
kto: Horrorpops, Left Alone
a teraz do sedna sprawy. koncert w Uchu. ekspansji skandynawskiej ciag dalszy. po norwegach z d’sound przyszedl czas na dunczykow z Horrorpops. z tymze poza pochodzeniem dzieli ich w sumie wszystko. ale o tym ponizej.
tradycyjnie godzina 20.00, tradycyjnie najlepszy klub w 3miescie – Ucho. po lansiarskiej odmianie w poniedzialek jest znow swojsko. merchandise, punkowe klimaty, duzo skinheadow, ale tych najprawdziwszych, na ska wychowanych. frekwencyjnie jest calkiem niezle, na pewno lepiej niz w poniedzialek. z 200 osob bedzie. ze znajomych tylko paciorex. no ale cala szajka znajomych pewnie zamulala na Oceanie hehe. pierwsze co rzuca sie w oczy na wejsciu na sale glowna to bycza flaga za scena z logiem Horrorpops z pirackim niemal motywem trupiej czachy. lokujemy sie i czekamy na dalszy ciag wydarzen. godzina okolo 20.30, na scene wychodzi pierwszy i ostatni support tego wieczora. amerykance z Left Alone. perkusista z tylu, na przodzie odpowiednio od lewej pan klawiszowiec, gitarzysta/wokalista i basista. raz dwa tri i jedziemy. klimaty punk z mniejsza lub wieksza doza ska. czasem jest wykop bezlitosnie punkowy, coby sie zmiescilo w 2 minutach. innym razem ultraprzyjemne taneczne ska. raczej proste rytmy, gitarzysta zonglujacy od punkowych gitar na przesterze do lajtowych, wpadajacych w ucho zagrywek. wokalnie jest tak jak powinno byc, czyli bez wokalnych popisow, wystarczy wykrzycec lub po prostu wyrzucic z siebie to co jest do przekazania w tekscie. w tym przypadku najwieksza uwage przykuwal pan klawiszowiec. groteskowe zagrywki, raz to rodem z cyrkowych soundtrackow, innym razem jak ze starych gier na commodore. a przy okazji jeszcze ten pan chwytal za saxofon (lub cos co saxofon przypominalo) i produkowal sie rownie efektywnie. calosc dajaca mega przyjemna, acz ciezko zapamietywalna calosc. bo jesli nie techniczne popisy, to melodia by zostawala. a jesli ta specjalnie nie wpada w ucho, no to co nam zostaje po Left Alone? dla milosnikow tego klimatu.
ale chlopaki mile, pan lider z rozowym irokezem nawiazywal kontakt jak mogl, i tylko szkoda chlopakow, bo ktos nieumyslnie dal im do picia… Oficjalny Mocz W Puszkach Arki Gdynia. 😛
po 40 minutach grania Left Alone na scene wpakowali techniczni. i zagoscili tam dluzej, bo juz wkrotce miala tam zagoscic ekipa ktora potrafi dac SHOW. nie tylko muzyczne ale tez wizualne. o czym moglismy sie przekonac juz od…
godzina niemal rowno 22.00. powitanie i lecimy. scena zagospodarowana w calosci. tyly okupuje tradycyjnie perkusista, z przodu zas cala armia. na samym srodku ciemnowlosa i ciemboubiorowa liderka, obslugujaca jednoczesnie wokal i dosyc sporych rozmiarow kontrabasisko. po jej bokach gitarzysci, z ktorych jeden wygladal jak wypisz wymaluj freddie krueger, drugi zas wygladem byl bardziej osadzony w klimatach psychobilly. wiadomo, ze to Horror i image musi byc, ale tez liczy sie muzyka. no i najbardziej przyciagajace uwage, osadzone po samych bokach, dwie panie tancerki. jedna w wersji blond, druga bardziej aksamitnoskora. a by bylo smieszniej, to obie ubrane w sukienkowe fatalaszki, ktorymi co rusz podwijaly do gory. a przy okazji czynily tez inne niewybredne gesty. dodac do tego fakt, ze jedna miala na swych ciuszkach wzor typu „ludzki szkielet” tyle ze jedna czarny na bialym, a druga odwrotnie, i mamy calkiem ciekawy punkt zaczepeinia dla oczu hiehie. a dla uszu? jak najbardziej. konglomerat roznych klimatow – ska, punk, rockabilly, country, rokendrol. elvis presley bylby z nich dumny. ale tez the clash i cala zgraja czarnych praocjow muzyki ska. a przy tym dodac warto, ze to wszystko mialo tak przebojowy potencjal, ze spokojnie mogloby zarzadzic w mtv, gdyby to chcialo puszczac jeszcze choc odrobine muzyki alternatywnej. moze no doubt to to jeszcze nie jest, ale mysle ze gdyby chcieli tworzyc az tak przebojowe numery, to spokojnie daloby rade. ale chyba nie o taki target sluchaczy chodzi. ale wlasnie o tych wszystkich rudeboyow, ta cala alternatywna szajke, ktora wymaga od muzyki czegos wiecej niz przebojow. szczerosci, najprawdziwszej interakcji na koncertach, nie zaklocanej stadem goryli i stadionowymi warunkami. i to, co przyjemnie doniesc, Horrorpops jest w stanie dac. skoro technicznie jest cacy (kontrabas smigal ultraprzyjemnie, a i reszta muzykow nie pozostawala w tyle), merytorycznie tez cacy, ideologicznie cacy, to czegoz chciec wiecej? swiat oglasza za wydarzenie muzyczne roku koncerty stingow i jarre’ow, podczas gdy rownie wielkie rzeczy, jesli nie wieksze, dzieja sie w takim niepozornym Uchu. to pierwsza przyjemna refleksja na dzis. druga to taka, ze na szczescie Dania to nie sama Aqua. choc w kwestii imidzu to Horrorpopsi mogliby sie dogadac ze swoimi krajanami.
najlepszy moment: HORRORPOPS – BRING IT ON!
ocena: 7/10
