Gothika
kto: Gothika, Agonised By Love
siema, o koncercie znow Wam napisze. czasem sie juz nie chce, czasem chcialoby sie napisac: „bylem, widzialem, podobalo sie i chuj”. ale przyzwyczailem Was, drodzy czytelnicy, do dluzszych wypowiedzi, wiec nie moge Was zawiesc. nawet jesli nie jest Was specjalnie wiele.
wyszlo spontanicznie. nawet nie wiedzialem, ze cos takiego bedzie sie dzialo. no ale pewne argumenty przemowily za tym, by sie udac do kwadratowej. przede wszystkim, dziekuje macieju za wjazd! to pierwszy argument. drugi, ze kwadratowa. klub, w ktorym dawno nic sie nie dzialo. gdzie te czasy, gdy chodzilo sie co tydzien do tego klubu na koncerty… trzeci zas argument to to, ze mamy do czynienia z japonskim zespolem. nie moglem sobie odpuscic popatrzenia sobie na skosne oczka. i nie zalowalem. choc pewne zastrzezenia sa.
impreza odbywala sie w ramach imprezy cyklicznej, ktorej wspolorganizatorem jest znany w trojmiejskim swiatku hervy. czyli czlowiek odpowiedzialny za kultowe temple of goths. oczywiscie nowa impreza to wciaz ten sam klimat. czyli skory, czern, krzykliwe kolory wlosow, rajstopy, mrok, szatan, sex. niestety, frekwencja do najlepszych nie nalezala, wiec nie bylo wielu osob z ktorych moznaby pokrecic przyslowiowa beke. bylo za to sporo znajomych ryjkow, poza wspomnianym maciejem m.in. duff, modest, kuzynka kasia, siostra piczy i takie tam.
na plakacie stalo, ze start o 20.00, koncerty jednak zaczely sie o 22.00. wczesniej mielismy przygrywanie do tanca. byc moze chodzilo o przetrzymanie ludzi, ktorzy prawdopodobnie w wiekszosci przyszli na koncert, jak najdluzej w klubie. przynioslo to efekt niestety taki, ze troszke luda odpadlo juz w trakcie samego wystepu gwiazdy wieczoru. no nic to.
zanim jednak o gwiezdzie wieczoru, to slowko o polskim supporcie. Agonised By Love. ostatnim razem widzialem ich juz niemal trzy lata temu, wiec czas byl najwyzszy by sprawdzic co u tych panow. pamiec juz nie ta, ale mam nieodparte wrazenie, ze poszerzyli sklad o nowego osobnika, wiec jest ich juz czteraech. a na pewno glowe dam, ze poprzednim razem nie bylo w ich skladzie pana hervyego. teraz byl, tak wiec mielismy dwoch osobnikow odpowiedzialnych za elektronike. za klawiszowe wstawki, sample, ale przede wszystkim – beat. przewaznie taneczny, ale czasem zwolniony, przez co robilo sie blizej depeche mode jakiegos. ale generalnie rytm byl tak wysuniety do przodu ze zagluszal wszystko. szkoda ze tak malo bylo slychac tego co wyczynia pan gitarzysta. ledwie jakies echa przesteru… tak wiec mielismy w roli glownej rytm. i wokal. bardzo w stylu roberta smitha, melodyjny choc jakby taki zbolaly. i raczej bez wycieczek w inne strony wyrazu, choc raz zabrzmialo jakies rykniecie. ale generalnie bardzo pozytywnie, zwlaszcza ze urozmaicano to czasem wokalem hervyego (ktory to przeciez na codzien porykuje w No Signal Detected, wiec zna sie na rzeczy). o ile pamietam, na poprzednim koncercie bardzo rozbawil mnie attitude zespolu. nie wiem czy jestem juz starszy i tolerancyjniejszy, czy to zespol sie zmienil i stonowal. w kazdym badz razie wygladali bardzo zwyczajnie. i nie abym mial cos wielkiego do gotyckiego imidzu, ale fajnie, ze ABL sprawiaja wrazenie zespolu stojacego jakby ponad cala ta gotycka etykiete. sluchac to tez z muzyce. przesada byloby mowic, ze kazdy numer to singiel, ale naprawde nie psosob odmowic zespolowi melodyjnosci, wrecz hitowosci. ciezko mowic o potencjale, bo przeciez zespol istenieje juz sporo czasu. wiec powiem tyle, ze czas juz najwyzszy, by ten zespol zaistnial szerzej. o ile oczywiscie bedzie tego chcial.
okej, czas na glowna gwiazde. Gothika. ponoc jeden z pionierow gotyku w japonii. znajac umilowanie japonczykow do extrawagancji, nalezalo sie spodziewc wszystkiego… i rzeczywiscie. dwoch osobnikow, jeden bardziej androgeniczny od drugiego. po prawej,za laptopem i elektronicznymi bajerami, pan, ktorego okreslenie „zniewiescialym” byloby tak dosadne, jak okreslenie ojca dyrektora mianem „kontrowersyjny”. cyberhomopunk, nowy termin. no i pan wokalista. stroj jak najbardziej japonski, wrecz tradycyjnie japonski, tylko jego wlasciciel dosyc nietradycyjny… biorac pod uwage barwe glosu, to bym powiedzial – japonski marilyn manson. choc expresja wokalna to juz inna bajka. japonska bajka, jesli mozna tak powiedziec. ja nie wiem, czy to kwestia jezyka, ale bardziej sie to kojarzylo z niedawno tu omawianym dir en grey niz czymkolwiek ze sceny elektro/goth/wahetever. co z jednej strony wyroznia. ale z drugiej – utrudnia odbior. nielatwo bylo przyswoic wystep Gothiki. nie chce generalizowac, ale z dodychczasowych moich doswiadczen z j-alternativemusic wynika, ze ich troska o melodie sprowadza sie glownie do wokali. i rzeczywiscie, tym koncert gothiki wygrywal. ale muzycznie juz tak fajnie nie bylo. rytmicznie, tanecznie, ale po pewnym czasie zaczynalo to bardziej nudzic niz pobudzac do tanca. dlatego urwalem sobie ich wystep po godzinie, bym zapamietal ich jako egzotyczna rewelacje niz duet nudziarzy. niemniej tych zastrzezen – warot bylo sie pojawic.
najlepszy moment: GOTHIKA – ELFLOCK
ocena: 6/10
