rageman.pl
Muzyka

El Doopa – Natalia W Brooklynie

rok wydania: 2000

wydawca: SP Records

 

witajcie dzieciaczki. zostajemy w temacie Kazimierza Staszewskiego. tym razem zajmiemy sie kolejnym jego projektem – supergrupa o wymownej nazwie El Dupa, znani takze pod takimi nazwami jak, miedzy innymi, El Doopa czy L-Dupa. a supergrupa dlatego, ze znalezli sie tutaj poza Kazikiem czlonkowie takich skladow jak Ztvorki czy ZF Skurcz, z boskim dr Yry na czele. dla niektorych to nazwy, nomen omen, kultowe. np dla mnie.

i jesli ktos kojarzy te nazwy to juz moze miec wstepne pojecie o tym, czym El Dupa jest. jeden wielki muzyczny zart. i niestety, tak jak wielbie wszystkie filmy ktore wyjda spod lap ZF Skurcza, tak juz z przyswojeniem El Dupy w calosci mam problem. zajawki drugiego albumu zupelnie mnie nie przekonaly i darowalem sobie odsluch, natomiast w przypadku debiutanckiego „A pudle?” wiecej tez bylo jednak rozczarowan.

bysmy sie nie zrozumieli – cieszy mnie jestestwo takiego projektu jak El Dupa. ba, uwazam nawet ze jest to znacznie bardziej pociagajacy eksperyment niz to co Kazik wyprawial z Mazzolem. jestem prosty chlopak i lubie gdy nikt mi nie probuje wmowic, ze obcuje z Wielka Sztuka, ktora tak sie sklada ze jest tez przy okazji smiertelnie nudna. w przypadku El Dupy takiegoo problemu nie ma, a wrecz jest zgola odwrotnie. a jesli ktos na wlasny uzytek szuka w przekazie dra Yry i kolegow drugiego dna to jego zmartwienie.

nie da sie jednak ukryc, ze ten absurd i kicz nie idzie w parze z genialna przewrotnoscia jak w przypadku Tymonowego Polovirusa. nie ma odkrywania wartosci z kazdym kolejnym przesluchaniem. krotka pilka, saperska zabawa – hit or miss. w przypadku dzisiaj omawianego wydawnictwa (jak wiadomo, u Kazika nawet Epki i single trwaja minimum 40 minut i nie inaczej jest tutaj) jest mniej wiecej 50procentowa skutecznosc. moze to niewielki procent. ale okej, bo miejsce na takie niewypaly jak „Czekoladowe batony” jest wlasnie na tego typu wydawnictwach, kierowanych do fanow, dla ktorych moze to byc plytka od pierwszej do ostatniej minuty cudowna. zajmijmy sie tym, co w naszej opinii jest dobre. o samej „Natalii” za chwile, zajmijmy sie rarytasami, ktorych na „A pudle?” nie znajdziemy. np taki track trzeci w kolejnosci na plycie  – obowiazkowy w tym zespole automat perkusyjny, przesterowana na maxa gitara i demoniczny szeptany wokal dr Yry. publika Castle Party padlaby na kolana. chociaz mogloby troche smiesznie wygladac (jakby juz Castle Party bylo niewystarczajaco smieszne, heh) ilestam ludzi wykrzykujacych refren lecacy tak jak tytul piosenki… „ŁAKOCIE!”. lecmy dalej – „The Combi”. tytul zupelnie nieprzypadkowy, bo brzmi to jak mocno zakrapiana alkiem proba Kombii, z kosmicznym solem Grzesia Skawinskiego w roli glownej. najlepszy w tym zestawie jest natomiast „Nuno Gomes” ktory ma wszelkie znamiona „normalnej” kompozycji. funkujaca gitara, taneczny beat, schemat zwrotka-refren i przesympatyczny tekst o portugalskim herosie i innym przystojniakach showbizu. w tych wypadkach jestem jak najbardziej na tak. moze i tak jak w przypadku experymentow z „Melassy” jest to tworzone z palcem w dupie. ale nawet jesli – trudno nie zauwazyc, ze w przeciwienstwie do takich potworkow jak „Szyby brudne” numery z „NWB” zwyczajnie ciesza, a nie mecza. chociaz na pewno w odbiorze pomaga zrozumienie postaci dr Yry, lidera El Dupy. mowi sie, ze prawdziwa Sztuka broni sie sama i nie potrzebuje wnikania w zyciorys tworcy itp. coz… dr Yry jest boskim wyjatkiem zeslanym z niebios! filmy Skurcza i muzyke TPN 25 trzeba znac po prostu!

no i wreszcie sama „Natalia”. numer znaleziony w pol drogi miedzy kraina prostych piosenek a bezkresami experymentow i odlotow. albo inaczej – idealna symbioza Yry’owego szalenstwa i wypracowanego przez lata stylu Kazika. moze dlatego to najlepiej przyswajalna rzecz z repertuaru El Dupy. z jednej strony – prosty, choc nie prostacki beat i wejscie gitary jak z jingla radia dla 50letnich rockmanow. ale tez jak najbardziej normalny wokal Kazika, chwytliwy refren i wcale nie taki zabawny tekst o losach polskiej emigrantki.

wszystko fajnie, tylko tak sie zastanawiam, czy takie rzeczy nie powinny ladowac w internecie. albo kosztowac troche mniej niz 30 zlotych, czyli tyle ile „tradycyjne” albumy polskie. nie mowiac juz o tym, ze naprawde intryguje mnie, kto o zdrowych zmyslach jest w stanie wydac taka sumie pieniedzy na takie wydawnictwo. pozdrawiam Cie, Macku Czernielewski.

 

najlepszy moment: NUNO GOMES

ocena: 6,5/10

Leave a Reply