rageman.pl
Muzyka

Edwyn Collins – Gorgeous George

rok wydania: 1994

wydawca: Setanta

 

jak wspominalem juz niejednokrotnie, jestem totalnym najntisofilem. zapewne zwiazane to jest z tym, ze na tamta dekade przypadala moja mlodosc, ale nic na to nie poradze- uwielbiam tamten czas, tamten klimat, muzyke z tego okresu. zarowno wykonawcow topowych, istotnych dla tego dziesieciolecia, jak i owczesniejsze tzw one-hit wondery.

zjawisko „one-hit wonder” dzielimy na dwa rodzaje. pierwszy, typowy i najbardziej sluszny, to wykonawca, ktoreog wrecz celem bylo jedno-piosenkowe zaistnienie. nagrac jakis latwo wpadajacy w ucho hit i zgarnac kase. przewaznie byli to wykonawcy dyskotekowi, ale regulat o nie bylo. drugi rodzaj one-hit wondera jest nie tylko mniej typowy, co wrecz krzywdzacy dla artystow w ten sposob zakwalifikowanych. starasz sie trzymac wysoki artystyczny poziom przez lata, cieszysz sie malo licznym, acz wiernym uwielbieniem fanow. i nagle piszesz Przeboj. tak po prostu Ci wychodzi spod reki cos, co zaczyna uwielbiac caly swiat. mozliwosci sa dwie – albo wypinasz sie na dotychczasowy status i probujesz zdyskontowac sukces tej piosenki albo dalej robisz swoje i masz za nic ten chwilowy sukces. przewaznie obie prowadza do tego samego – Swiat o Tobie zapomina. Swiat zalicza Cie do one-hit wonderow.

bywa tez i tak, ze ocena jednego artysty w one-hit wonderowym kontekscie moze roznic sie diametralnie w zaleznosci od szerokosci geograficznej. dalibyscie wiare, ze takie firmy jak Faith No More czy Madness w USA sa uznawane zgodnie za takie one-hit wondery za sprawa „Epic” czy „Our House”? w odwrotnym kierunku dziala to niestety rzadziej jakos, ale bywa i tak.

podobnie rzecz ma sie z Edwynem Collinsem, choc i tutaj jest troche nietypowo. bo ogolnoswiatowy sukces, po ponad 10 latach obecnosci na scenie, przyniosl mu nie tyle jego trzeci album „Gorgeous George”, co pochodzacy z niego singiel „A Girl Like You”. i tak po prawdzie rowniez Europa kontynentalna kojarzy go wylacznie z tym numerem. natomiast w rodzinnej szkosci Edwyn to ikona. legenda, o ktorej sie kreci filmy dokumentalne, ktoremu oddaja poklon inne brytyjskie gwiazdy pokroju Franz Ferdinand, ktory zalicza po przebytej chorobie wielki comeback na samym festiwalu w Glastonbury. czyli nie przelewki.

a mimo to trudno nie uznac „A Girl Like You” jako zdecydowanie najjasniejszego punktu „GG”. co bedziemy sie spinac na elitarny gust – ten kawalek jest genialny i tyle. przede wszystkim – znajdzcie mi drugi taki massive hit, gdzie przez cala jego dlugosc wybrzmiewalaby TAKA gitara. tak jazgotliwa, tak przesterowana, ale zarazem taka chwytliwa. oczywiscie nie sama gitara ten numer zyje – wszystko sie tu perfeksyjnie zazebia. Orbisonowaty wokal, elegancki podklad z PERKUSISTA SEX PISTOLS GRAJACYM NA WIBRAFONIE (what a lol!) i kapitalna sekcja rytmiczna, fajnym chorkiem zenskim pod koniec i calkiem nieglupim tekstem. klasyk i tyle.

jest to tez o tyle odstajaca od calej plyty rzecz, gdyz nie tylko nie znajdziemy tu rownie chwytliwego kawalka, co nie znajdziemy podobnie brzmiacego. moze tylko w „Out Of This World” da sie znalezc jakies podobienstwa. cala reszta to juz przewaznie kameralny, nienachalny songwriting, prowadzany przez nastrojowy wokal Collinsa i kladacy nacisk na teksty. czesciej bywa stricte akustycznie („Low Expectations”, „North Of Heaven”, „Subsidence”), ale to drugi nietypowy fragment – posepny „The Campaign For Real Rock” z ponownie ultraprzesterowana gitara jako instrumentem prowadzacym – jest drugim hajlajtem albumu.

w sumie calkiem fajna plyta, niemniej na jej podstawie trudno mi zrozumiec ten kult wokol Collinsa. no ale juz nawet Obelix dostrzegal „nietypowosc” brytoli.

 

najlepszy moment: A GIRL LIKE YOU

ocena: 7/10

Leave a Reply