Duże Pe – Zapiski Z Życia Na Terytorium Wroga
wydawca: Rockers Publishing
na kolejny solowy album Marcina „Duzego Pe” Matuszewskiego trzeba bylo czekac az 6. ale to tylko w teorii – wszak w miedzyczasie mielismy kolejny album Ciszy & Spokoju (co ciekawe, akurat to wydawnictwo nie zostalo wrzucone na soundclouda – dj spox sie sprzeciwil?). ktos powie ze Cisza & Spokoj nie byla solowa, bo przeciez Dj Spox. ok, ale idac tym tropem „Sinusa” tez ciezko uznac za solowego, bo tam IGS odegral nie mniejsza role niz Spox na plycie z 2006 roku.
nic to… wazne jest to, ze tym razem Spoxa na plycie Pe nie ma i nie zanosi sie na to, by ten duet znow cos razem stworzyl. nie wnikamy w przyczyne tego stanu rzeczy, warto jednak zauwazyc, ze nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. tym razem Pe odpowiedzialnoscia za cala oprawe muzyczna swego nowego krazka obarczyl Kixnare’a, jednego z obecnie najwazniejszych graczy w kategorii „polskie rap podklady”. i rowniez „Zapiski” potwierdzaja ten status. co tu duzo mowic – chlopak tu rzadzi i dzieli. a wlasciwie to wlasnie nie dzieli i trzeba uczciwie przyznac, ze dwoch tak silnych zawodnikow jak kixnare i spox mogliby sie zwyczajnie nie pomiescic na tych podkladach. owszem, tu i owdzie odzywaja sie skrecze (swietny cytat z „Welcome To The Terrordome” w „Problemach”), ale generalnie rzadza inne srodki wyrazu. bity ewokuja wprawdzie Zlota Ere, ale instrumentalny „Kix’s Jazz” to wlasciwie wizytowka stylu tego producenta. ciezko po jej odsluchu pozbyc sie wrazenia, ze ojciec zakatowal go za dzieciaka fusion jazzowymi plytami, w szczegolnosci Corea i innymi magami klawiszy (choc pewnie Scofield tez sie przewinal – check zajebista gitara w „N’euforia”). hej, to tak jak moj! moze to nawet ten sam ojciec?
instrumentalnie to teatr jednego aktora, ale tez i warstwe liryczna Pe zagarnia cala dla siebie. jednak niestety ten fakt juz takiego entuzjazmu we mnie nie wzbudza…
wezmy openera calosci, nazwanego, hm, „Otwarcie”. przepieknie wyjania sie z otchlani ten podklad, rozbudzajac nadzieje na kolaboracje godna najlepszych momentow Pezet/Noona. nadzieje rozwiewa jednak swoim wejsciem Pe. gdybym nie rozumial tekstu bylbym pewien, ze obcuje z dissem. i jesli ktos pamieta kawalki Pe z beefu z Pihem to informacja dla niego – tu Pe nawija w tamtym stylu niemal caly czas. owszem, lubie ten power na granicy agresji, ale niekoniecznie na rozciaglosci calej plyty (nawet tak krotkiej, bo ok. 35minutowej) i na pewno nie gdy idzie on w parze z tak fajnie relaksujacymi podkladami. w „Otwarciu” ten dysonans moze nawet intrygowac (swoja droga tekst jakze inna to w klimacie introdukcja niz ta z „Sinusa”, do ktorej zreszta „Otwarcie” nawiazuje), ale pozniej bywa niestety meczaco. sorry, ale np taka „Noc taka jak ta” wokalnie ma tyle wspolnego z „Mind Sexem” Dead Prezu, co Josef Fritzl z Rudolfem Valentino.
nie aby taka a nie inna forma ekspresji byla zaskakujaca. mysle, ze mozna by „Zapiski” zakwalifikowac jako plyte rodzaca sie w bolach. moze chodzic o rozstanie ze Spoxem, choc kulis sprawy nie znamy. trudno jednak nie zauwazyc faktu, ze Pe juz raczej statusu hiphopowego autsajdera nie zmieni. najwieksi tej sceny nie zaczna zapraszac go na swe plyty, forum hip-hop.pl zawsze go bedzie juz wyzywalo od Pedryli, koncertowe zycie tez raczej bedzie napedzane wystepami z Masala czy Senk Ze anizeli solowymi sztukami. owszem, mozliwe ze Marcinowi to wszystko totalnie zwisa i powiewa. ale „Zapiski”, chocby juz poprzez sam tytul plyty, sugeruja co innego. a jednak mozna by sie powolac tu na innego wykonawce. bo uczucia jakie mi towarzysza podczas odsluchu „Zapiskow” sa niemal identyczne z tymi, jakie mialem przy „Polacz Kropki” Afro Kolektywu. mialoby to porownanie sens biorac pod uwage fakt, ze nieszczescia chodza parami, a panowie Afrojax i Pe juz na „Czarno Widze” tego pierwszego pokazali, ze dobrze im sie kolaboruje. byc moze niejeden raz utyskiwali przy tej samej pollitrowce na brak powazania na polskiej rap-scenie.
wniosek zatem bedzie ten sam co przy ostatniej plycie Afro Kolektywu – „Zapiski” to jest dobra plyta, ale jednak ta dawka agresji w wokalu i pesymizmu w tekstach (momentami przybiera to wrecz samobojczy klimat, jak w „Neuforii” – choc akurat ten fragment uwazam za wybitny tak muzycznie, jak i tekstowo) dla mnie jest zbyt odstreczajaca, bym chcial czesciej wracac do tej plyty. zajawki nowej muzyki Afro Kolektywu pozwala wierzyc, ze wrocil chlopakom (bardzo umiarkowany) optymizm, a przynajmniej sarkazm w granicach tolerancji. zobaczymy jak bedzie z Pe – kolejna plyta taka jak „Zapiski” kaze mi zalowac, ze kiedykolwiek wyszedl on poza freestyle. chyba ze wczesniej stwierdze, ze ta plyta jest absolutnie genialna. a tak mozliwosc tez istnieje.
(btw, ja wiem ze to zupelnie nieistotne i niegrzeczne czepialstwo, ale… na Boga, Pe, co to za fryzura na okladce?)
najlepszy moment: N’EUFORIA
ocena: 7,5/10
