DJ Tuniziano – Howwa
wydawca: Wielkie Joł
no i przechodzimy do Jedynej Slusznej Nuty Na Wakacyjne, Pozytywne Dni – Hip Hoooooooooooooop!
nie no, ale fajnie znow zapuscic sobie takie dzwieki. zwlaszcza w takiej formie, jaka zaproponowal na swoim mixtejpie DJ Tuniziano. jeden z nowszych nabytkow Wielkie Jol zrobil cos, na co wlasciwie dawno sie zapowiadalo – „zaaranzowal” spotkanie Tedego i Jay’a-Z.
nie bede ukrywal – uwielbiam Tedego. uwielbiam go jako Artyste, jak tez i jako Czlowieka Interesu. choc akurat w tym drugim przypadku nie mozna zapomniec o roli, jaka w slawieniu imienia Wielkie Jol odgrywa Jakuza. nie bede ukrywal ze piszac swoja prace magisterska na temat polskich niezaleznych wytwornich fonograficznych na przykladzie paru wybranych wytworni Wielkie Jol bylo przykladem labela niejako „najbardziej upragnionego do opisania”. ba, wlasciwie to byla jedyna wytwornia z przeanalizowanych, ktore znalazly sie w tej pracy magisterskiej w pelni swiadomie – inne upatrzone przeze mnie firmy niejako olaly propozycje wspolpracy. tym wieksze propsy dla Jakuzy za pomoc. i jeszcze raz podkresle – najpierw byla zajawka Wielkie Jol jako labelem, a potem wspolpraca przy magisterce. nie odwrotnie.
wracajac do samego Tedego – zabawne jest w sumie to, ze moje relacje z nim ukladaly sie niejako bardzo podobnie do tego, jak ksztaltowalo sie jego uwielbienie dla Jay’a-Z. czyli najpierw mega zajawka „Nastukafszy”, na ktorgo sluchaniu zlecialo mi liceum. nastepnie hejterka dla „sprzedawczyka”, ktory nagle zaczal rozwijac skrot HHH jako Hajs Hajs Hajs (inna sprawa, ze w tym okresie moje muzyczne fascynacje poszly w dosc innym kierunku). no i etap finalny – uwielbienie dla nie tylko jednego z najbardziej utalentowanych rymotworcow na polskiej scenie, ale tez dla wizerunkowo najbardziej swiadomego, wrecz najbardziej kompletnego (tak, na takie rzeczy tez zaczelo sie zwracac uwage, i nie mam tu na mysli urody itp, ok?). pewnie, czasem moze smieszyc to zapatrzenie sie w Hova, ale to dobra inspiracja, a poza tym – wole juz takie xerobojstwo niz oryginalow typu mezo czy pih.
okej, ale mielismy dzis o mixtejpie. jak juz wspomnielismy, idea genialna w swej prostoscie – podklady malzonka beyonce polaczono z wersami zawodnika warszafskiego deszczu, przeplatajac caly material (80 minut, gruuuuba dlugosc) radiowymi skitami, gdzie Zgrywus (WJ) przeprowadza „wywiad” z Carterem (nawet zabawnie wyszlo, co w przypadku polskich skitow nie jest takie oczywiste). w przypadku tego pierwszego mamy dosyc spory przekroj dyskograficzny (choc szkoda ze zabraklo „99 problems”, Tede spokojnie moglby zrobic rozpierdol na takym podkladzie), jesli zas chodzi o wykorzystanie dorobku Tedego, to slyszymy glownie nowsze wersy. co wydaje sie logiczne, choc co ciekawe – nawet i te juz teraz, pare miechow po wydaniu mixtape’a, stracily na wartosci. mowie tu glownie o pocisku w strone Pezeta, ktory – jak juz wszem i wobec wiadomo i skomentowano, gosci na najnowszym „FuckTede”. dissy na Peje, ktore i tutaj slychac, jak na razie na aktualnosci nie stracily i chyba juz nie straca.
nie wiem czy jest wiekszy sens komentowania tekstow plyty – powinnismy to zrobic raczej przy okazji omawiania legali Tedego – no ale niech bedzie: niezle wypada komentarz odnosnie wystepu Tedunia na Opolu („Opole Parano”), w imprezowym, hedonistycznym kontekscie zajebiscie wypadaja „Cipy Cipy Laaal” (przy okazji to najlepiej dobrane wersy do podkladu), a juz „Zycie jest piekne” daje wiekszego energetycznego kopa niz spozycie 100 Red Bulli. tak lirycznie (udowadniajac ze Graniecki to mega lebski koles i potegujac zal, ze dla polskiego niesluchacza hiphopu ten gatunek to tylko „pierwszy Kaliber, PFK i OSTR), jak i muzycznie. zabawnie wypada przerobka „Empire State Of Mind” z naczelna wokalistka Wielkiego Jol, Seta. a przy okazji – przydaloby sie wiecej „ekskluzywnych” dla tego mixtejpu wersow.
dobry mixtape, z ktorego daloby sie wykroic nawet pare trackow na jakis wlasnorecznie skladany „best of” Tedunia.
najlepszy moment: CIPY CIPY ŁAAAŁ
ocena: 7,5/10

