Defiance, Ohio – The Fear, The Fear, The Fear
wydawca: DIY
Wracamy do Defiance, Ohio.
Trzeci album, wydany zaledwie rok po „The Great Depression” to przede wszystkim znaczący krok ku przyswajalnemu brzmieniu. Może i garaż, ale przynajmniej przyzwoicie zarejestrowany. Ja to cenię. Co jeszcze? Nie wiem co się stało z koleżanką wokalistką, ale zupełnie jej tym razem nie słychać (choć może gdzieś tam w chórkach się czai, ciężko rozpoznać). Co ciekawe, wcale się nie odbiło jakościowo na muzyce. Bo po pierwsze – wokal męski może i wciąż nie umie śpiewać, za to mam wrażenie, że o wiele lepiej wie, jak te niedostatki przykryć. I momentami brzmi to naprawdę poruszająco. Po drugie – żadnych wycieczek stylistycznych, które w połączeniu z żeńskim wokalem lądowałyby w rejonach zarezerwowanych dla Dolly Parton. Materiał (zaledwie 25minutowy) jest diablo spójny. Ja to poczytuję na plus, przekaz jest stanowczy, nie rozbija się o jakieś eksperymentalne mielizny.
A że wciąż sporo tu melodii co najwyżej średnich? Trudno, nie można mieć wszystkiego. Przy tak kapitalne strzały jak „Can’t Stop, Won’t Stop” czy „The Years, The Fears, The Sleep” da się i o tym mankamencie zapomnieć. Bardzo przyzwoity album, 7,5/10 się należy.
najlepszy moment: THE YEARS, THE FEARS, THE SLEEP
ocena: 7,5/10
