Das Racist – Sit Down, Man
rok wydania: 2010
wydawca: DIY
wracamy do Rasistow.
no wiec po tym, jak narobili zamieszania debiutanckiem mixtejpem panowie postanowili pojsc za ciosem (czy raczej za hajpem) i juz niemal pol roku pozniej wypuscili na rynek kolejna kolekcje nagran.
i choc tytul sympatycznie nawiazuje do poprzedniego wydawnictwa, to z taka totalna powtorka z rozrywki nie mamy do czynienia. skillsow rapowych nie zdazyli rozwinac, ale juz muzycznie jest inaczej. przede wszystkim – niemal calosc materialu powierzyli producentom zewnetrznym. i to nie byle jakim – kazdy zorientowany w scenie producenckiej wie, ze choc Diplo, Scoop Deville czy Boi-1da to relatywnie swiezutenkie marki, to juz rozdajace kkarty w grze i to najwiekszym – Eminemowi, Snoop Doggowi czy M.I.A. dodajmy jeszcze faktyczna obecnosc w featuringach m.in. El-P i „pozorna” Quincy Jonesa czy Jay-Z i mozna uznac, ze tych trzech Hindusow juz sa obecni na salonach showbizu.
no dobra, ale co poza intrygujaco wygladajaca lista plac wiaze sie z obecnoscia tych producentow? przede wszystkim – jest profeska. oczywiscie to wciaz muzyka, ktora moze spowodowac wymiaty i nieprzyjemne swedzenie u fanow 50 Centa czy Mezo. i nie pomoga kapitalne cytaty z The Doors, Enigmy („Return To Innocence”!) czy Kraftwerka, „ratujace” aspekt melodyczny tej plyty. ale brzmi to wszystko tak, jakby panowie uznali, ze na podkladach takich slaw nie wypada sie wrecz wyglupiac. i tu niestety tkwi przyslowiowy pies pogrzebany. oczywiscie nie mozna wiecznie krecic sobie beki (czyzby?), o czym wiedzieli Beastie Boys i Dick4Dick, a nie wiedzial Big Cyc. ale zeby juz po pol roku wydoroslec? troche szkoda, zwlaszcza ze nie rekompensuja to wlasciwie niczym innym. przebojowsc jest chyba nawet jeszcze mniejsza niz wczesniej, rapsy – jak juz wspomnialem – jeszcze nie sa najsilniejsza strona pod wzgledem technicznym… odnotujmy jednak dwa chlubne wyjatki. pierwszy to track tytulowy na beacie Scoopa i z featem El-P, kawal skurywysynsko schizofrenicznego gowna. i rzecz z zupelnie przeciwleglego bieguna – „Fashion Party”, powstaly przy udziale elektropopowcow z Chairlift. wyszla z tego rzecz zdecydowanie odstajaca stylistycznie, ale co z tego skoro ultra-przyjemna?
moze ocena bylaby wyzsza, gdyby pokuszono sie o lepsza selekcje. lepsza? oni tu wrzucili prawie 80 minut muzyki, 20 kawalkow!! zapewne sa ludzie, ktorzy lubia uczucie przesytu. sorr, to nie moja druzyna, ja tu zwyczajnie wymiekam. co innego, gdbysmy mowili o trwajacym tyle secie koncertowym – w sume szkoda, ze z plotek o wystepie na Off Festivalu nic nie wypalilo. czekamy zatem na pierwsza oficjalna, niedarmowa plyte. oby nie byli tym razem tak szczodrzy w obdarowywaniu piosenkami.
najlepszy moment: FASHION PARTY (FEAT. CHAIRLIFT)
ocena: 7/10