Chiddy Bang – Peanut Butter And Swelly
wydawca: DIY
no dobra, luknijmy za granice. w koncu tam rapowa mlodziez tez robi mega dobre rzeczy.
„Hipster Hop”. nosz kurwa. ale jednak, czy nam sie to podoba czy nie, ten termin nie jest zupelnie oderwany od rzeczywistosci i ma glebsze podloze socjologiczno-muzyczne niz mogloby sie wydawac. faktem jest, ze juz od dluzszego czasu kultura indie mocno sie asymiluje ze swiatem rapu, co widac chocby na Pitchforku czy Porcysie, gdzie Nas czy Wu-tang jest rownie czesto przywolywany do tablicy co Pavement czy Sonic Youth. widac to takze na festiwalach, w tym polskich – bo czy ktos pomyslalby pare lat temu, ze na Offie Reakwon bedzie dzielil scene z Flaming Lips, a Abradab z Primal Scream (juz nawet nie wspominam o Meshuggah)?
i kwestia czasu wydawalo sie, kiedy fuzja ta zaowocuje konkretnymi owocami muzycznymi. moze przesada byloby mowic o narodzinach pelnoprawnego gatunku, ale faktem jest, ze tacy wykonawcy jak Childish Gambino czy Chiddy Bang ciezko mieliby jeszcze 10 lat temu. dla fanow szeroko pojetej alternatywy aspekt wokalny bylby dyskwalifikujacy jako dresiarska paramowa nie majaca nic wspolnego z Muzyka (nie mowiac juz o Sztuce), a i hiphopowa kultura by ich wyklnela i zwyzywala od pedalstwa – jak nie za muzyke, to za outfit prezentowany na fotkach promocyjnych.
na szczescie na odsiecz przyszla… elektronika. u Gambino nie bylo to tak czytelne, ale podklady Xaphoon Jonesa, polowy duetu Chiddy Bang, nie pozostawiaja watpliwosci co do tego, ze bacznie sledza czym zyje blogosfera. a zyje glownie dubstepami, postdustepami, postpostdubstepami i innymi jego pochodnymi. i trzeba przyznac, ze chlopak potrafi przekuc te inspiracje w calkiem niezle walki muzyczne, dzieki czemu materialem bedzie w stanie podjarac sie zarowno klient Wielkie Jol, jak i Warpa. pamieta tez jednoczesnie, ze samplowane hooki wciaz sa mile widziane w tym gatunku, z czego takze gesto korzysta.
z drugiej strony – znow sie potwierdza stara prawda, ze jesli cos jest dla wszystkich, to rownie dobrze moze byc dla nikogo. podklady sa niezle, ale nie na tyle bym je repeatowal. natomiast samego rapu pana Chiddy’ego zupelnie nie kupuje. dla mnie sztandarowy przyklad bezplciowosci, glos jakich tysiace. i nie zmieni mojego zdania nawet fakt zapisania sie w Ksiedze Guinessa za sprawa najdluzszego fristalju w historii (9 godzin czy jakos tak). zwlaszcza ze niespecjalnie z tego atutu korzysta – tylko jeden kawalek tutaj jest na wolno.
niby powinno dzialac, a nie do konca dziala. 7,5 za „Heatwave” i „Too Much Soul”. ale generalnie troche marnuja sie na takim materiale.
widac po tej notce, ze zupelnie nie mialem na nia pomyslu?
najlepszy moment: HEATWAVE
ocena: 7,5/10
