Bob Dylan & Grateful Dead – Dylan & The Dead
rok wydania: 1989
wydawca: Columbia
siemano. dzis znow o Dylanie, tym razem w wydaniu koncertowym.
ponoc jest to jedna z gorszych plyt wszechczasow i porazka artystyczna zarowno Dylana jak i Grateful Dead. eeeee tam, przesada. nie wiem jak sie przedstawia sytuacja w przypadku tych drugich, bo zupelnie ich dyskografii nie znam, ale Dylan mial gorsze wydawnictwa.choc rzeczywiscie, rewelacji nie ma.
a teoretycznie powinno byc genialnie, bo przeciez duet takich tuz jak Bob Dylan i Grateful Dead jest wydarzeniem. i bylo. tylko ze tego plyta nie oddaje i jesli ktos chce sie przekonac o tym, musi siegnac po bootlegi. na koncertach nie bylem, szukac po necie mi sie nie chce. tym bardziej ze mimo wszystko ta plyta jest przyjemna. choc pierwsze co rozczarowuje to jej dlugosc. niewiele ponad 40 minut, 7 piosenek to troche slaby wynik jak na artystow z dosyc poteznym dorobkiem. z drugiej strony- moze i nie ma co wymagac, bo przeciez nie tylko piosenki Dylana sie skladaly na repertuar tych koncertow.
zwlaszcza ze niezle piosenki tu dobrano. calosc zaczyna „Slow Train” z przeciez calkiem zajebistej „Slow Train Coming” (ktora jakis czas temu omawialismy), a pozniej z tej samej plyty mamy jeszcze „Gotta Serve Somebody”. a miedzy nimi przeuroczy, skoczny wrecz „I Want You”. jest tez „Queen Jane Approximately” z klasycznej „Highway 61 Revisited”. calosc zas koncza dwa absolutne klasyki – „All Along The Watchtower” i „Knockin’ On Heaven’s Door”. i o ile wykonanie tego pierwszego porywa (slychac, ze Dylan musial byc zainspirowany wersja Hendrixa), tak juz niestety o tym drugim tak samo powiedziec sie nie da. nie aby bylo zle – tylko ze jakos wyparowal intymny klimat oryginalu, z facetem samotnym w obliczu smierci. eeee, zabrzmialo banalnie, ale wierze ze porownujac obie wersje – oryginal i te z „D&TD” wychwycilibyscie to samo. a juz zupelnym smetem jest „Joey”. a ze trwa on ponad 9 minut, to w polaczeniu z 6minutowym „Knockin’…” wychodzi na to, ze 1/3 materialu znacznie zaniza poziom.
no ale mimo wszystko – zdecydowanie nie jest tak zle jak mawiaja. a momentami wrecz wybitnie.
najlepszy moment: ALL ALONG THE WATCHTOWER
ocena: 7/10