Bliżej
reżyseria: Mike Nichols
O kurde….
Chorowania (na szczęście już jutro wypad z domu) ciąg dalszy. Więc znowu katujemy DVD. Choć tym razem dla odmiany coś ambitniejszego. Wybór pada na film „Closer”, w polskim tłumaczeniu — „Bliżej”.
A oto zarys fabuły. Amerykanka (w tej roli Natalie Portman) przybywa do Anglii. A wiadomo, w tym miejscu panują inne zasady na jezdniach, przez co nieszczęśliwie potrąca ją samochód. Pomocną dłoń wyciąga do niej niespełniony pisarz Dan (Jude Law). W związku z czym stają się parą.
Scena druga — Dan w końcu pisze książkę. Po wykonanie zdjęcia na okładkę zgłasza się do pani fotograf Anny (Julia Roberts). Nagle coś między nimi zaczyna iskrzyć i buh, zdrada. Jakiś czas później wprawdzie wiąże się ona z lekarzem Larrym (Clive Owen), niemniej nie zabija to uczucia między nią a Danem.
A to dopiero początek komplikacji. Generalnie tego typu filmy mają dla mnie jedną, dobitną puentę — miłość to bagno. A nie posługując się uproszczeniami — pokazują jak wiele syfu można uczynić w ramach dążenia do spełnienia, szczęścia. Pokazują skutki tego, gdy szczęście własne jest nierozerwalnie związane z krzywdą drugiej osoby. Bo w tym filmie każdy krzywdzi każdego. Ale czy czynią to z egoistycznych pobudek?
Można traktować „Bliżej” jako swoistą psychodramę. Bo choć jest to adaptacja sztuki teatralnej, to możliwości kinematografii mogłyby uatrakcyjnić wizualnie tę historię. A tak się nie stało. Poza paroma momentami oglądamy coś niemal na kształt teatru telewizji. Gdy nie ma formy, musi bronić się treść. I to się udaje.
Bo historia to jedno. Genialne dialogi to drugie. Ale nie byłoby emocji gdyby nie bohaterowie. I tu mamy prawdziwą bombę filmu. Tekst źródłowy i charaktery tam wykreowane to połowa sukcesu. A druga to aktorzy. Piękna sprawa jest oglądać hollywoodzkie gwiazdy udowadniające swoją grą, że są warte statusów jakimi się cieszą. Przede wszystkim najmniej znany z tej czwórki Clive Owen — jego Larry to majstersztyk. Co ciekawe, grał on również w teatralnej wersji historii. Mało tego, grał tam Dana. Jestem ciekaw tej kreacji, bo uważam, że jako Larry jest idealny. Charyzma, ironia. I tylko problem w tym, że choć wspomniane cechy wywołują u widza sympatię do tego kolesia, to jest to sympatia niesłuszna. Bo jednak Larry to kawał skurwiela. Choć to piękne w tym filmie, że ocena każdej z tych osób może być przeróżna. Dla mnie, pomimo tego iż najprzyjemniej się Owena obserwowało, to zagrał on lekkiego chuja. „Sin City”, teraz „Bliżej” — coraz bardziej lubię tego Owena.
Druga rola, jeśli chodzi o najlepiej odegrane kreacje — Natalie Portman jako Alice. I chyba fakt, że gra ona najuczciwszą bohaterkę, czyni z niej główną postać filmu. A przy tym chyba w jej wnętrzu największe zmiany się dokonują — od przebojowej małolaty, po bezgranicznie kochającą partnerkę, aż po… w każdej sytuacji jak najbardziej przekonującą.
No i mamy dwoje kochasiow. Jude Law jako totalnie pogubiony emocjonalnie Dan. No i Julia Roberts jako Anna. Nie lubię tej gwiazdeczki, ale sprawiedliwie trza przyznać, że zagrała poprawnie, choć znika w cieniu kreacji pozostałej trójki. Zagrała na tyle, ile mogła, gdyż Anna wydaje się być najmniej ciekawą osobą w tym kolektywie.
Koniec filmu zaskakujący. Ultra dołujący. Dlatego też średnio lubię takie filmy. Z jednej strony czynią trochę mądrzejszym. Ale przy tym ta wiedza nie napawa optymizmem. A wręcz przeciwnie. Świat wydaje się jeszcze brzydszy. Więc chyba wrócę do oglądania głupich komedii i adaptacji komiksów 😉
A na DVD of kors dodatki. Wybór scen to podstawa. Ale poza tym trailery, m.in. omawianego filmu, „Forgotten”, „Are We There Yet?”, „Spanglish” czy „Little Black Book”. Oraz teledysk do numeru promującego film — „The Blower’s Daughter” w wykonaniu Damiena Rice’a. Klip jak klip — urywki filmu przeplatane ujęciami pokazującymi Damiena obserwującego jakąś panienkę na łonie natury. Numer zaś to taka liryczna plumkanina. Coś jakby męski odpowiednik Tori Amos. W filmie numer sprawdza się idealnie, sam już radzi sobie gorzej.
najlepszy moment: CAN’T TAKE MY EYES OFF U
ocena: 8,5/10
