Ballast
kto: Ballast, No-Se, Utopia
Czyli kolejny odcinek diy3m gigów. Tym razem gościliśmy zespół już bywalcom tych koncertów dobrze znany. Ballast. Chociaż zaczniemy od paru słów o polskich załogach i okolicznościach.
A okoliczności są takie, że rzecz miała miejsce znowu w Orbitalu. Tradycyjnie, choć na plakacie miało być, że 18.00, a na stronie internetowej nawet coś o skróceniu obsuwy, to i tak mało kto przyszedł punktualnie. Rzecz znowu zaczęła się z półtoragodzinną obsuwą, jeśli się nie mylę. Frekwencyjnie? Nie jest źle, choć bywało lepiej, jak np. na Makiladoras.
Jako pierwsi zaczęli grać panowie i panie z zespołu Utopia. Przyznam bez bicia, że polskie załogi tego dnia były mi prawie że zupełnie nieznane. Ale to dobrze. Fajnie jest poznawać nowe zespoły. Zwłaszcza tak przyjemne jak tego wieczora. Utopia gra melodyjny punk. Za to pierwszy punkcik. Perka, bas, gitara i pani na wokalu. Ładna. Drugi punkcik. Z fajnymi czasem zaśpiewami. Trzeci punkcik. Melodyjny punk w wydaniu Utopii to wciąż jednak bardziej punk niż melodia. Czyli bardziej El Banda niż CF98. Za to też w sumie należy się punkcik, zwłaszcza według tych, dla których CF98 to zdrada ideałów czy coś. Szkoda tylko, że tradycyjnie orbitalowe nagłośnienie nie pozwalało rozszyfrować wszystkiego, co dolatywało do naszych uszu. Niemniej było bardzo pozytywnie. W rezerwie trzymam plusika za kontakt z publiką do czasu, gdy takowy rzeczywiście wystąpi. Bo na razie to olsztynianie sprawiali wrażenie troszkę onieśmielonych, a zapowiedzi jednego z panów wiosłowych sprawiały wrażenie trochę wymuszonych. Większego ogrania, większej ilości wpadających w ucho motywów i naprawdę będzie można mówić o rewelacji. Bo jak na razie to to określenie to troszkę na wyrost.
Następnie na scenie zainstalowali się panowie z No-Se. Tu już nie było litości. Za perkusistą uwieszony znak anarchii, wiele gadek między numerami, totalne zaangażowanie słyszalne w każdym dźwięku… No ale tu mówimy o zespole z dziesięcioletnim stażem. Dźwiękowo panowie określani są jako hardcore punk. Nic dodać, nic ująć. Intensywny, punkowy posmak, a jednocześnie zagrywki przypominające o tym, że część składu gra również w metalcore’owym Calm The Fire. Zresztą każdy instrument zasługuje w przypadku No-Se na osobny pochwalny pean. Czy to perka, czy bas, czy gitara. Choć i tak największą uwagę zwracał pan wokalista. Totalne zaangażowanie, miotanie się po scenie, nienajmłodszy wygląd świadczący o tym, że mówimy tu o znacznym kawałku życia poświęconym jednej sprawie. To było też słychać. Często zdarza mi się narzekać, że odnoszę wrażenie, iż punkowe w duchu, zbuntowane pogadanki brzmią troszkę sztucznie i sprawiają wrażenie koniecznych do tego, by zwrócić na siebie uwagę. Słychać, że w przypadku No-Se oni tworzyli te poglądy, nie powtarzali. Ultraszacun. A przy tym osobna nagroda za tekst „Renata Beger — kobieta, która obaliła system”. Nie wiem, czy im należy się przypisywać autorstwo tych słów, niemniej coś czuję, że właśnie pod tym hasłem będą zapamiętane wydarzenia ostatnich dni…
Zaskakująco dobra muzyka, świetny koncert.
Trza przyznać, że całkiem nieźle No-Se przygotowało na występ gwiazdy wieczoru. Choć Kanadyjczycy pojawili się dosyć późno, przez co ciut napięcie opadło, to jednak koncertem potwierdzili, że są w pierwszej lidze sceny DIY.
Właściwie ciężko mówić o jakiejś znacznej odnowie stylu zespołu zaprezentowanego w Radiostacji półtora roku temu. Dalej crustowo, dalej apokaliptycznie, choć teraz, przy drugim takim spotkaniu, bardziej przyswajalnie. Wizualnie dalej najbardziej zwracała uwagę urodziwa (acz też z pięknym powerem w głosie) wokalistka, acz bohaterem wieczoru został perkusista. Wyczynowiec. Grać na perce i jednocześnie drzeć się do mikrofonu to sztuka. Kurde no, co tu dużo mówić. Solidny koncert. Wciąż pozostaję przy zdaniu, że w wersji domowej ta muzyka byłaby być może dla mnie nieprzyswajalna, ale w warunkach koncertowych nie ma sobie równych. Solidna muza, solidny koncert z bardzo dobrym kontaktem z publiką, jestem w pełni usatysfakcjonowany. I gigantyczny plus za zagranie „Bridge”. Czekamy do następnego odcinka DIY hc/punk.
najleszy moment: BALLAST – ADLAI
ocena: 6,5/10
