rageman.pl
Film

Ani Mru-Mru – 10-lecie

rok wydania: 2009

wydawca: New Abra

 

na bLoGaSku tym wciaz zabawnie, zajmiemy sie znow kabaretem.

juz wymienialem moja Swieta Trojce Polskiego Kabaretu: Potem, Mumio, Halama (gdzies tam za podium czaja sie Lowcy.B). i cisnie sie na usta by powiedziec, ze innych kabaretow *nie ma*, ale nie do konca tak jest. bo trudno nie dostrzec popularnosci Kabaretu Moralnego Niepokoju czy Ani Mru Mru.

moze kiedys zechce poswiecic pare slow na wyjasnienie, jaki problem mam z KMN, na razie rozkminmy Ani Mru Mru. dvd zostalo wydane z okazji 10 lat istnienia tria (w przeciagu lat sklad stopniowo sie kurczyl), o doborze skeczy decydowal ponoc Lud i jak glosi okladka – mamy tu az 3 godziny materialu filmowego. czyli sa powody ku temu, by uznac wydawnictwo za esencjonalne dla tej trupy kabaretowej. i jak na dloni widac wszystkie jej zalety i wady.

coz, generalnie rzecz ujmujac – dla mnie ten humor jest zbyt… normalny. poziom bardziej obrazoburczych dowcipow opowiadanych na obiadach rodzinnych. przypodobajmy sie siostrzencom, ale nie obrazmy przypadkiem tesciowej. na dodatek absolutnie nie ruszaja mnie gagi zupelnie wyprane z abstrakcji. wiem, zabrzmi to pretensjonalnie, ale dowcip prezentowany w wiekszosci przypadkow przez Ani Mru Mru jest dla mnie zbyt, hm, przyziemny. chwali sie, ze nie przekraczaja granicy zenady (ktorej istote ladnie wylozyla Kolaczkowska z Hrabi w wywiadzie umieszcoznym na niedawno omawianym dvd), gdzie kabareciarz na sile pakuje zarty z „topowych” aktualnie sytuacji spoleczno-politycznych, glownie by kupic publike. niemniej sporo tu zartow, powiedzmy, malo uniwersalnych. i nawet nie chodzi o narodowosc.

wlasciwie to najwiekszym (jesli nie jedynym) atutem Ani Mru Mru jest Michal Wojcik (na okladce ten w srodku). moze nawet nie tyle on sam, co jego fizjonomia. koles-guma, mogacy robic z cialem i twarza co tylko zechce. i niezaleznie co zrobi, od razu ma zagarantowany przynajmniej usmiechniecie sie u widza. i to raczej nie przypadek, ze to skecze najbardziej polegajace na smiesznosci jego postaci sa tu najzabawniejsze („Brzuchomowca”, „Pierwszy raz”). choc wiadomo, ze opieranie wszystkich skeczy na jednym elemencie moze doprowadzic do tego, ze zacznie on w koncu irytowac. i nie inaczej jest tutaj, zwlaszcza ze panu Wojcikowi zdarza sie przeszarzowac. inna sprawa, ze trudno nie dostrzec pewnych podobienstw do tego, co wyprawial swego czasu Jim Carrey.

skoro jubileusz, to nie moglo zabraknac gosci. gosci, ktorzy sami w sobie, jako istotne osobistosci pollskiego kabaretu, moga byc niezlym przyczynkiem do dysputy nad kondycja polskiego poczucia humoru. role konfenansjera na omawianym wystepie sprawuje, jakzeby inaczej, Piotr Baltroczyk. czyli czlowiek bedacy dla wystepow kabaretowych tym, kim jest Torbicka dla gal telewizji publicznej. na szczescie w przeciwienstwie do Torbickiej nie zaczal jeszcze mnie irytowac (moze dlatego, ze tych przegladow kabaretowych tak wiele nie ogladam…). pamietam tego faceta z dawno temu nadawanego programu tv „Zwyczajni – niezwyczajni”. i obraz swej osoby, jaki wtedy wymalowal w mej glowie, juz zostal w niej na zawsze. przesympatyczny az do bolu, extremalnie empatyczny. o takich wlasnie osobach mowi sie jako ludziach cieplych, kiedy nie ma sie akurat na mysli ich temperatury ciala badz orientacji seksualnej. i jesli mialbym cos zarzucic Baltroczykowi to to, ze jednak momentami bardziej hardkorowe teksty zupelnie mi do jego osoby nie pasuja. choc to akurat moze bardziej moj problem niz jego.

w podwojnej roli – jako „solisci” i goscie w skeczach – pojawiaja sie Robert Gorski i Cezary Pazura. i o ile w skeczach goscinnych wypadaja nienajgorzej, tak w momentach gdy sami wychodza do publiki zaczyna sie dramat. nigdy nie moglem skumac fenomenu Kabaretu Moralnego Niepokoju i ten wystep lidera tejze formacji jeszcze bardziej mnie od tego celu oddala. dla mnie ten skecz to zreszta niemal encyklopedyczny przyklad na slabosc tego rodzaju humoru. wychodzi koles i zaczyna udawac rozmowe telefoniczna. „-no hej dajmynato-Zenek! co zrobiles smiesznego? aha, to zrobiles smiesznego” [i tu publika powinna sie zasmiac] spieprzaj pan z takim zartem, jak dla mnie. a jesli chodzi o wystep pana Pazury… wyobrazcie sobie Jerzego Kryszaka anno domini 2009, moze nawet jeszcze gorzej. to ja juz wolalem jak robil za polskiego Carreya w „13 posterunku”.

a moze jednak polskiego kabaretu nie ma?

 

najlepszy moment: BRZUCHOMÓWCA

ocena: 6/10

Leave a Reply