A$AP Rocky – LiveLoveA$AP
wydawca: DIY
no i widzicie. znow sie stesknilem za rapsami, wiec wracamy do nich.
debiutancki mixtape mlodzieniaszka o xywie ASAP Rocky zgarnia tu i owdzie propsy, nawet wieksze niz niejeden legal wydany w tym roku. co mnie dziwi. polowicznie.
w czym rzecz – pan Rocky (prawdziwe imie: Rakim; jak widzicie, chlopak po prostu musial skonczyc jako raper) jest bardzo srednim nawijaczem moim zdaniem, typowo southernowym (chociaz pochodzacym z NY), pozbawionym charyzmy, majacym przyslowiowe pstro w glowie. w samym roku 2011 objawilo sie paru ciekawszych aspirantow rap gry, o porownywaniu do starszych kolegow po fachu nawet nie ma co mowic.reasumujac – bylby typ do zapomnienia…
… gdyby nie podklady. nawet nie chodzi o cala ich konstrukcje – dosyc powszechne sa tu rytmy jakich pelno ostatnio w rapie, majace tyle energii co wiadro wapna gaszonego. ale to co oplata te bity – sample, instrumentalia, aranzacyjne blyskotki… MOJ BOZE! wezmy taki „Leaf”, choc przykladami mozna sypac jak z rekawa – ten przestrzenny, natchniony sound, zenska wokaliza godna najlepszych momentow Sade (moze to z niej wyciete – w sumie az tak nie znam jej dyskografii)… takie podklady powinny trafiac na klasyczne triphopowe plyty, albo przynajmniej te z szufladki alt hiphop, a nie na mixtejpy jakichs niewyzytych seksualnie i gangstersko mlodzieniaszkow. zapamietajcie te pseudonimy: DJ Burn One, Soufein3000, a przede wszystkim Clams Casino. jesli te pseudonimy nie zaczna byc w najblizszych latach wymieniane w jednym rzedzie z DJ Premierem czy J Dilla, to ja kurwa nie rozumiem tego calego hiphopu.
i jak tu wystawic jedna, calosciowa ocene? no coz… taki Pill tez dostawal za swe mikstejpy przynajmniej „siodemki”, a nie mial AZ TAKICH pokladow. zatem:
najlepszy moment: LEAF (FEAT. MAIN ATTRAKIONZ)
ocena: 8/10
