Sum 41 – Fat Lip
wydawca: Island
dzis notka szczegolna. w koncu Swieto Zmarlych. wiec z tej okazji dajmy cos o zespole grajacym w klimacie skrajnie nieadekwatnym do nastroju tego swieta. a przy okazji krotko nam to zajmie, bo to tylko singiel.
choc nie jestem fanem, to naprawde nie mam nic przeciwko pop punkowi. nawet nie oburza mnie fakt, ze w nazwie ma slowo punk. ale caly ten sum 41 to juz naprawde przegiecie paly. no ale nawet jakbysmy jakos zaakceptowali ten ich (badz szefostwa wytworni) sposob na muzyke, to nie sposob nie zauwazyc, ze tworczosc kanadyjczykow jest cienka jak sik weza.
wezmy np hit, od ktorego sie wszystko zaczelo. „Fat Lip”. ktory wyroznia sie rapowanka w zwrotkach a’la Beastie Boys. i tylko tym. bo reszta to juz pop punkowe granie. tak wygladzone, ze Blink 182 wypadaja przy nich niczym hardcore’owcy jacys. i tak melodyjnie sredniackie, ze naprawde trzeba mocno sie uprzec, by uznac ten track za chwytliwy. nie lepiej wypada „Makes No Difference”, drugi kawalek na plytce. tym sie rozniacy, ze tu rapowanki nie ma.
no dobra, nie to aby byli Najgorszym Zespolem Swiata. ale jest tyle fajniejszych kapel, nawet w kregu poprockowym, do ktorego nalezaloby zaliczyc Sum41, ze szkoda zwyczajnie na nich czasu.
a poza tym to wokalista odbil mi (choc na szczescie nie sa juz razem) Avril Lavigne. tego nigdy mu nie wybacze.
a wlasciwie to pisze o tym wydawnictwie takze dlatego, ze wygralem go kiedys w jakims konkursie i chcialbym go sprzedac. cena wywolawcza bedzie wysoka, bo okladka ma niby oryginalne podpisy czlonkow zespolu. to co, kupuje ktos?
najlepszy moment: FAT LIP
ocena: 5,5/10
