Korn – Here To Stay
wydawca: Immortal
dwa lata i dwa single pozniej spotykamy sie przy „Here To Stay”.
ale to byla mila odmiana! pamietam ze na jaka rockoteke sie nie poszlo (a nawet i na osiemnastkach, ktorych z oczywistych wzgledow w tym roku bylo prawdziwe zatrzesienie), tam musial w pewnym momencie poleciec „Here To Stay”.
mozna bylo skumac podjarke. zapowiedzi audiofilsko-rewolucyjnie brzmiacej plyty znalazly po czesci potwierdzenie rowniez w tym numerze. a wlasciwie to glownie w nim. riff m-i-a-z-d-z-y. brzmieniem, ale trza przyznac nawet i teraz po latach ze trescia takze. a jak jeszcze towarzysza mu armatnie pieprzniecia sekcji rytmicznej to naprawde metalowa czesc serducha sie raduje. w zwrotkach – w przeciwienstwie do „Issues” – cos sie wreszcie dzieje. no a refren to taki kornowy standart. mistrzostwo songwritingu to nie jest, ale w numetalowej zgrai wciaz sie wyroznia.
i tylko szkoda, ze tak w sumie udany track (slusznie zgarnieta nagroda grammy) zapowiadal tak nieudany w ostatecznym rozrachunku „Untouchables”.
w ramach bonusow – dwa remixy oraz klip. pierwszy mix jakis taki dziwny, big beatem troszke tracacy. drugi – popelniony przez BT – to niemal 10minutowa, klabingowa sieka. lubie taka nute coraz bardziej, ale w tym przypadku mowie nie. a co do klipu, to uwage zwraca przede wszytskim… nowiusienki statyw do mikrofonu jonathana. czemu akurat on? odpowiedz: H.R. Giger. i wszystko jasne.
najlepszy numer: HERE TO STAY
ocena: 7/10
