rageman.pl
Muzyka

Pogodno – Opherafolia

rok wydania: 2007

wydawca: Mystic

 

okej, teraz o wciaz najswiezszym dokonaniu dlugograjacym Pogodna. pare plyt przeskoczylismy, nadrobimy innym razem.

nawet jesli Pogodno w mniemaniu coponiektorych nie jest jedna z najlepszych kapel w Polsce, to bez watpienia ich perypetie z wydawcami naleza do jednych z najciekawszych. o romansie z majorsem (jego alt-sublabelem, ale jednak) pisalismy. w pewnym momencie majorsi jakby zgodnie uznaly, ze na fanach alternatywny nie zarobia tyle ile sie spodziewali i niemal w tym samym momencie pozamykali swe alternatywne sublabele, a zwiazane z nimi zespoly wyrzucili na bruk.

nie ma tego zlego coby na dobre nie wyszlo i juz po chwili statek pod wodza niestrudzonego Budynia zawinal do malego, niezaleznego portu. teoretycznie nic zaskakujacego, wszak chyba wlasnie w takich wytworniach miejsce tak bezkompromisowych zespolow jak Pogodno. zdziwienie moze ogarnac kiedy zobaczymy, czym dotychczas zajmowala sie wytwornia Mystic. Behemoth, Frontside, Kat, a wsrod dystrybuowanych kapel zagranicznych: Therion, Dimmu Borgir, Rage, Saxon… i chociaz od tego czasu Mystic rozszerzyl zakres swych zainteresowan wydawniczych na tyle, ze maja w katalogu zarowno Come, Jacka Lachowicza jak i Dick4dick, tak 3 lata temu byli glownie kojarzeni z psychofanami szatana. czyli Pogodno znow przeciera szlaki.

troche mniej zamieszania wywolala zmiana w skladzie. tutaj Pogodno tez zaliczylo minimalny back to the roots, wracajac do konfiguracji personalnej z (sic!) „Sejtanika”, czyli Budyn-Macuk-Pfeiff-Kozlowski. czyli nie ma slazaka Fochmann’a, choc panowie wciaz walcza na muzycznym froncie z haslem „Hajle Silesia” na ustach.

paradoksalnie najmniej zaskakuje muzyka. paradoksalnie, bo jest to material powstaly na zamowienie spektaklu Przegladu Piosenki Aktorskiej. tyle ze Pogodno juz ma doswiadczenia na polu muzyki „Ilustracyjnej” – vide „Tequila”, Krzysztof Varga, te sprawy.

sa oczywiscie tacy, dla ktorych „Tequila” to plyta conajmniej swietna, ja jednak jestem zwolennikiem opinii, ze tym razem znacznie lepiej poradzili sobie z tematem. slowo „eklektyzm” juz wczesniej sie przewijalo w opisie granej przez Pogodno muzyki, tym razem jest to jednak pierwsze slowo jakie przychodzi na mysl. eklektyzm, teatralnosc, polot wykonawczy. rock, tak progresywny („Pijak Smierdziuch”), jak i w wersji hard („Sfinks”). blues, jazz, psychodela [„ET (Slajd Ritern)”], muzyka latino („Ekwador lou/Ekwador bosyhaj”), Frank Zappa znow sie tez klania, choc w wersji polskojezycznej kojarzy sie bardziej z Tymonem T. w sumie na ironie zakrawa fakt, ze material powstaly w najzwiezlejszym skladzie panowie zgodnie uznaja za najtrudniejszy do odegrania na koncertach. ale naprawde – odsluch calosc tlumaczy dlaczego tak jest. tu naprawde sporo sie dzieje.

oczywiscie temat „przebojowosc/chwytliwosc” panowie wciaz traktuja po swojemu. czyli niby mnostwo fragmentow zapada w pamiec, ale wciaz o zadnym tracku nie da sie powiedziec per „ewidentny hit”. jesli cos zapowiada sie na takowy, jak singlowa „Alinka”, to zabawa konczy sie po poltorej minucie. z jednej strony – podoba mi sie taka bezkompromisowosc i przewrotnosc, ale na dluzsza mete meczy. panowie maja potencjal, by stworzyc melodyjnego killera, by pretendowac do miana „polskiego The Beatles”, a wola na zlosc babci-komercji odmrozic sobie uszy.

i chociaz jest to kapitalny material, to jednak gorycz bierze gore. co oodzwierciedla ocena.

 

najlepszy moment: STUDIO ZIEW

ocena: 7/10

Leave a Reply