Sinead O’Connor – The Lion And The Cobra
rok wydania: 1987
wydawca: Ensign
dawno nie bylo o spiewajacych paniach, co nie? dzis wiec do Galerii Przezajebistych Osobistosci Muzycznych Opisancyh Na Tym Blogu wprowadzimy nowa persone. kolezanka pochodzi z Irlandii, przewaznie chodzi lysa po miescie, a wyglada tak jak na przedstawionej obok okladce jej debiutanckiego krazka. no dobra, troche jej sie postarzalo przez te 20 lat.
jakie to przykre w sumie, ze Sinead jest kojarzona glownie z jedna piosenka. i to na dodatek nie jej. owszem, wykonala „Nothing Compares 2 U” w tak cudny sposob, ze chyba nawet najbardziej wtajemniczeni moga nie pamietac, ze jest to piosenka autorstwa Prince’a. ale, Boziesztymoj, ta dziewczyna wydala 8 albumow przez 20 lat, zaliczyla w miedzyczasie pare rewolt stylistycznych, nagrywala z najwiekszymi wykonawcami tak alternatywy, jak i pop. no jak mozna ja sprowadzac do jednej piosenki lub, co gorsza, incydentu z porwaniem zdjecia Jana Pawla II??
tym bardziej, ze zajebistosc jej postaci to nie tylko to, co slychac na plytach. moze przesada byloby ja nazywac matka chrzestna zenskiego songwritingu lat 90tych, ale w jakis sposob stanowi jego zapowiedz. oczywiscie nie jest tak, ze zarowno Sinead, jak i PJ Harvey, Tori Amos czy Bjork to zupelnie nowa jakosc. nie byloby ich, gdyby nie joni mitchell, patti smith czy, z ciut przeciwleglego bieguna, Meredith Monk. ale to wlasnie porabane, postmodernistyczne lata 90te stanowily najlepsze „srodowisko naturalne” dla takich wokalistek jak Sinead. wyzwolonych, nie znajacych tabu tak w muzyce, pisanych do niej tekstach, jak i prezencji medialnej. a jednoczesnie posiadajace na tyle spory potencjal komercyjny, by odnosic mainstreamowe sukcesy.
a uwzglednijmy fakt, ze juz na „TLATC” Sinead byla dokladnie taka, jaka polowa swiata uwielbila, a druga znienawidzila. a moze nawet jeszcze butniejsza, jeszcze kontrowersyjniejsza. czy tez po prostu nieopierzona, zwazywszy na fakt, ze nagrywala album w wieku 20 lat (i bedac w zaawansowanej ciazy, tak swoja droga). a przeciez niespecjalnie byly to dobre lata dla tego typu wykonawcow. tym smieszniejsze wydaje sie w tym kontekscie to, jakoby Sinead przejela ster nad produkcja plyty po batalii z wytwornia, ktora oczekiwala muzyki w bardziej celtyckim klimacie. hmmm… chociaz kto wie, moze chodzilo o zydskontowanie sukcesu Clannadu? zreszta byla wokalistka tychze, Enya, jest tu obecna w „Never Get Old”.
no, ale odbieglismy od tematu. na pewno pod wzledem brzmieniowym jest to rzeczywiscie czysto poprockowa sprawa. syntetyczna sekcja rytmiczna, klawisze z epoki, zero przyslowiowego brudu. najskrajniejszy przyklad – „I Want Your (Hands On Me)” czy singlowa „Mandinka”. klania sie radio Zlote Przeboje. natomiast merytorycznie to juz jest Przyszlosc. albo i powrot do przyszlosci. na pewno zaden plastik lat 80tych (generalizujemy oczywiscie, ale wiecie ocb). o czym decyduje przede wszystkim wokal Sinead. z jednej strony natchniony, oniryczny jak u wspomnianej Enyii, wrecz aseksualny (choc w „Just Like U Said It Would Be” momentami spiew kojarzy sie z tym, co bedzie robic ze swym glosem Tori, ktora przeciez rozgrzac sluchacza potrafi, oj potrafi). z drugiej pelen nieopisanej wscieklosci, rozpaczy, czy po prostu zaru. posluchajcie „Troy” – ciary od pierwszej do ostatniej sekundy.
plyta, ktora ma wszystko, co powinna zawierac Pozycja Klasyczna. przeboje (moim zdaniem „Mandinka” czy „Jackie”>”Nothing compares 2 U”), zdolnosc wywolania doznan niemal transcendentalnych, palete emocji (a mowiac prosciej – opcja „do tanca i do rozanca”), niebanalne, przelomowe aranzacje (bo w sumie ejtisowego elementu jest na tyle nieduzo, ze mozna go zaliczyc jako wlasnie li tylko element, na dodatek mile uderzajacy dzis w sentymentalne tony) no i Osobowosc Autorki.
najlepszy moment: TROY
ocena: 8,5/10