rageman.pl
Muzyka

MC Hammer – Greatest Hits

rok wydania: 1996

wydawca: EMI

 

„Twoja stara slucha MC Hammera”, czyli dzis pomowimy o historii zgola odmiennej od tej, ktora przeszedl Ray Lamontagne. czyli opowiastka o tym, jak z milionera stac sie z powrotem zerem.

bo juz widze te reakcje „ja jebie, o czym/kim ten koles znowu pisze”. i w sumie zrozumiala to reakcja. dzis MC Hammer to kiczowato-slodkie wspomnienie lat 90tych, wypaczenie idei hiphopu, one-hit wonder, slowem – wszystko co najgorsze. i nie zamierzam twierdzic, ze jest zupelnie inaczej. jeno sprawiedliwie byloby rzucic troche swiatla na postac tego Murzyna w smiesznych ciuchach.

bo Hammer to przypadek podobny do naszego Liroy’a. nikt o zdrowych zmyslach nie uzna ich za pionierow hiphopu (a przynajmniej nie jedynych), ale nie kazdy chce dostrzec, ze to wlasnie ci panowie przetarli pewne szlaki w popularyzacji hiphopu. komercjalizacji? zapewne tak. ale jesli uznajesz okladki Tedego z BMWicami za szczyt kozactwa, a imidz Seana Combsa za cokolwiek intrygujacy, musisz docenic tych panow. ci panowie, sprzedajac swe albumy w ilosciach pozwalajacych im zgarniac przynajmniej platynowe plyty, pokazali ze hiphop (ok, po lekkiej modyfikacji, ale jednak) moze przemawiac do mas i byc komercyjna zyla zlota. moznaby poszerzyc kontekst – tzw hiphopolo w wykonaniu meza czy donia do dzis zajmuje czolowe miejsca w rankingach najwiekszych koszmarow polskiej muzyki. ale fakt jest taki, ze „dziwnym zbiegiem okolicznosci” w okresie popularnosci muzyki z UMC innym wyonawcom polskiego rapu wiodlo sie materialnie najlepiej. i naprawde coraz czesciej da sie uslyszec lament, ze to wlasnie poczatek nowego wieku byl dla polskiego hiphopu najlepszy tak sprzedazowo, jak i artystycznie. wiec moze, abstrahujac od przewaznie mega slabego poziomu tworczosci tych wykonawcow, powinno im sie jednak do pewnego stopnia oddac honor?

wracajac do samego Hammera jednak…mimo wszystko jest spora roznica miedzy nim a Liberem. w Muzyce samej. i do tego dzis wyjatkowo zmierzajmy – do wyjecia tych dzwiekow z kulturalnego aspektu. bo o ile z przedstawionymi zaslugami kulturalnymi Hammera mozna polemizowac, tak z wartoscia samej jego tworczosci paradoksalnie (paradoksalnie, bo przeciez ocena muzyki to przewaznie czysto subiektywna sprawa) niekoniecznie. czy naprawde tak trudno uslyszec, ze te piosenki nie-sa-takie-zle? i to wcale nie „o ile lubi sie pop rap”. dzis w mainstreamie tak trudno ocenic co jest prawdziwym rapem a co jego popowa odmiana (moze tego pierwszego juz w ogole nie ma?), ze takie szufladkowanie jest ultra passe.

oczywiscie nie zapedzajmy sie za daleko. z Hammera nie jest w jakimkolwiek aspekcie jego muzycznej dzialalnosci (bo taniec to co innego) zaden Biggie czy J Dilla, wiec po wyciagnieciu najlepszych trackow z jego tworczosci otrzymujemy „zaledwie” przyzwoity rap-album. ale podkreslmy to slowo – przyzwoity. tym bardziej ze brzmieniowo w wielu momentach oldskulowy na modle ll cool j czy run dmc, a – nie ukrywam – w kwestii takich brzmien automatycznie jestem na tak. zreszta posluchajcie tego automatu w „Pump It Up” czy „They Put Me In The Mix”. a i przyzwoicie (tj w nieprzesadzonej dawce) podane sample tez sa. no i –  to bedzie odwazna teza – sam flow hammera tez nie jest taki zly… a przynajmniej na pewno lepszy od np Vanilla Ice.

oczywiscie nie ma co zaprzeczac faktom – pan mlotek swe najlepsze momenty oparl na hookach zapozyczonych. wezmy np taki „Pray” – skadinad bardzo fajny numer, z zajebistym motywem wokalnym. ale zaraz, skads ja go znam… no tak – „We Care A Lot” Faith No More. a w tle aranzacji smialo hula sobie hook z „When Doves Cry” Ksiezunia. z „Have You Seen Her” sie chlopak, za przeproszeniem, nie pierdolil – do oryginalnego numeru dodal wlasciwie sama rapowanke. Puff Daddy nie tylko styl ubierania sie podpatrzyl u Hammera, ale tez i patent na szybki hajs i fejm. niestety, z cala sympatia dla kultowych (Stop! Hammertime!) motywow „U Can’t Touch This”, po zapoznaniu sie z „Super Freak” Ricka Jamesa moze ciut kopara opasc…

i z powodu tych zapozyczen, ktore juz nawet pod samplowanie nie przystoi podpiac, troche boleje ten album. bo tak poza tym to jest, kurcze, naprawde spoko. i zapoznac sie warto. bo czy sie komus to podoba czy nie, jest to wazny fragment rap kultury.

 

najlepszy moment: U CAN’T TOUCH THIS (mimo wszystko)

ocena: 7/10

Leave a Reply