rageman.pl
Muzyka

Wynton Marsalis – Marsalis Standard Time – Volume I

Marsalis_Standard_Time_Vol_I_album_coverrok wydania: 1987

wydawca: CBS

 

coz, jako ze mamy tutaj szerokie spektrum zainteresowan muzycznych (przynajmniej chcialbym by tak bylo) to nie sposob nie odnotowac faktu, iz zmarl wczoraj Ronnie James Dio. laurki nie bedzie, bo sciemniac nie bede – nie przepadalem za estetyka tego wokalisty, polaczenie metalu z fantasy klimatem jest dla mnie synonimem kiczu. ale nie badzmy tez ignorantami – byla to znaczaca postac w historii Muzyki jako takiej, a w Metalu szczegolnosci. a biorac pod uwage ilosc dokonan, liczbe fanow, wplyw na kolejne pokolenia muzykow to mozna bez oporow skontestowac, ze odszedl jeden z najwazniejszych graczy na scenie metalowej. a ze z metalem wciaz jednak w jakims stopniu sympatyzuje, wiec inaczej akapitu sie nie da podsumowac: RIP Ronnie. \m/

no ale wracamy do naszych codziennych spraw… dzis o „Marsalis Standard Time”. choc Wynton nagral plyt od groma (a nawet wiecej) i raczej naturalnie z tego wynika, ze sporo w nich odeszlo w zapomnienie wkrotce po wydaniu, to akurat „MST” wryl sie w pamiec coponiektorym na dluzej. i tak prawde powiedziawszy – nie wiem do konca dlaczego.

fakt, pare zmian zaszla w porownaniu do 'Hot House Flowers”. sklad instrumentalistow zredukowano do 4 osob, na dodatek sa to same nowe nazwiska: Marcus Roberts na pianinie, Robert Leslie Hurst III na basie i Jeff Watts na perkusji (powiazan z perkusista Rolling Stones nie odnotowano). no i Marsalis. jak widac, orkiestrry tym razem zabraklo.

co tez spowodowalo (choc moze i odwortnie), iz obcujemy tu z bardziej sofistykejted wersja muzyki Marsalisa. i nie zmienia tego nawet to, ze znow Marsalis siega po cudzesy i to takich songwriterskich mistrzow jak Ellington czy Gershwin. sa wprawdzie momenty wyciszenia (autorski „In The Afterglow”, ograniczony do dzwiekow pianina „Mmories Of You”), ale tutaj juz nie da sie powiedziec, aby wykonania byly podporzadkowane kompozycjom. wiecej w tym improwizacji, podejmowania watkow wspoltowarzyszy muzykowania, czasem tez jazzowego czadu (perkusji w „Autumn Leaves” nie ogarniam).

wszystko fajnie, ale jednak… chyba wole to lagodniejsze oblicze Marsalisa.

 

najlepszy moment: AUTUMN LEAVES

ocena: 7/10

Leave a Reply