rageman.pl
Muzyka

Wynton Marsalis – The Wynton Marsalis Quartet Live At Blues Alley

rok wydania: 1988

wydawca: CBS

 

no dobrze, moi drodzy. czy Wam sie to podoba czy nie (zwazywszy na ilosc komentarzy pod notkami to pewnie to drugie), dzis znow bedzie o Marsalisie. taka zajawka ma.

sklad personalny znany z wczoraj omawianej plyty byl na tyle zacny, ze wkrotce ekipe ta zwyklo nazywac mianem Kwartetu Wyntona Marsalisa. z tym tez kwartetem Marsalis prezentowal swa muzyke w warunkach scenicznych. miedzy innymi podczas dwudniowego setu w stolicy Stanow Zjednoczonych. wystep ten zarejestrowano i wydano na dwoch plytach.

wielkich zmian w stosunku do tego, co panowie prezentowali na wydanej w tym samym czasie „MST vol.1” nie ma. to wciaz dosc „chemiczne” granie, w okolicznosciach koncertowych tym mocniej nabierajacego na sile. wezmy chociazby 15minutowy „Chambers of tain” – co sie w tym tracku dzieje!! solowka perkusyjna stanowi jednoczesnie punkt kulminacyjny, jak i niejako serce utworu, od ktorego zalezna jest cala pozostala partia kompozycji. takich poteznych ciosow jest tu wiecej – „Au Privave” Parkera jak i niejednokrotnie wspominany na tym blogu (bo nie tylko Marsalis po niego siegnal na poprzednim albumie, ale i akustyczny Corea) „Autumn Leaves”. z drugiej strony mamy relatywnie krociutkie petardy pokroju „Cherokee” czy humorystyczny „Juan”, zapodany w az trzech wersjach. wstrzasa jakosc tych nagran tym bardziej, iz mowimy tu o muzykach, ktorych srednia wieku wynosila w tamtym czasie 25 lat! zwazywszy na to, co wczesniej mowilismy o relacjach Marsalisa ze scena jazzowa moznaby powiedziec, ze ci panowie nie tyle przejeli pochodnie Jazzu Najwyzszej Jakosci od Davisa czy Coltrane’a, co wrecz wyrwali ja sila.

niestety wystepy te okazaly sie labedzim spiewem tego skladu. Hurst opuscil zespol w ’87 roku, zaledwie po dwoch latach wspomnego muzykowania, a Watts poczynil podobnie w roku pozniejszym. no ale to juz temat na inna opowiesc.

dodam jeszcze, ze na ocene albumu ma wplyw jakosc jego wydania. trza przyznac, ze w Sony dbaja o wyglad plyt ichniejszych jazz-artystow, czego Marsalis takze doswiadczyl. fajny papier, cudna szata graficzna, kilkunastostronicowe elaboraty autorstwa Stanley’a Croucha dotyczace muzyki zwartej na kompaktach… pelna klasa, a nie produkcyjniaki jak u Corei, wizualnie prezentujace sie jak piraty sprzedawane na stacjach benzynowych. dopoki wciaz bede psychofanem tradycyjnej formy wydawania muzyki, dopoty bede zwracal uwage i na takie rzeczy.

 

najlepszy moment: CHEROKEE

ocena: 7,5/10

Leave a Reply