rageman.pl
Muzyka

Bartłomiej Wołyniec – Hypochondriac Queen

rok wydania: 2009

wydawca: Nasiono

album do pobrania stad

 

kontynuujemy ogarnianie repertuaru trojmiejskiego Nasiono Records.

jak glosi majspejs tego pana, Bartek Wolyniec to stosunkowo mlody chlopaczyna (rocznik ’90) z inspiracjami dosyc rozleglymi: Radiohead, Jaco Pastorius, Kings Of Leon, Placebo, Salvador Dali, The Mars Volta… stop. tak naprawde to ta myspaceowa rubryczke na prfilu Bartka moznaby zawezic do jednego nazwiska, wymienionego zreszta w pierwszej kolejnosci: John Frusciante. nie kwestionuje oczywiscie tego ze Bartek to chlopak z dobrze ulozonym gustem (oby nie tak jak Tomek Makowiecki, ktory, jak legenda glosi, przesluchuje miesiecznie 400 plyt, a i tak njabardziej faworyzuje „taka ostrzejsza kapelke Placebo”), jesli jednak chodzi o slyszalne inspiracje to jednak byly wioslowy Red Hotow (w solowym wydaniu, rzecz jasna) dominuje w tych czterech EPkowych utworach. czy to zle? nie. to znak czasow. mowimy tu juz o pokoleniu, dla ktorych Frusciante, Green Day czy Eminem to nie tylko oldskul, ale wrecz granie archetypiczne. a ze dla mnie muzyka nie skonczyla sie na „Kill’em All” to jestem na tak.

inna sprawa, ze to co zlozylo sie na repertuar „Krolowej” niespecjalnie da sie zestawiac z dokonaniami Fru, nawet tymi slabszymi. jeszcze nie ten material. problem pierwszy, istotniejszy – za malo w tych wypiekach songwriterskich samych songow, a za duzo szkicowatosci przeplatanej studyjnym efekciarstwem i soundscape’ami (zapewne tez inspirowanymi Idolem). problem tez moglby dotyczyc trzeciego na plycie „The Place”, ale tu po dlugich bojach wygrywa ostatecznie naprawde ladna Melodia. dla odmiany „Pulse” jest skrajnie ascetyczny, a na wierzch wylazi drugi problem Wolynca – jego wokal. zaden ze mnie twardziel, moze nawet blizej mi do emo boja, no ale bez przesady – trudno mi bez oporow przyswoic taka zniewiescialosc w glosie. falset to piekna rzecz – co potwierdza sam, „nomen omen”, John Frusciante. ale niestety jest on takim fragmentem elementarza muzycznego, ktory trzeba ostroznie dozowac, bo inaczej popada sie w smiesznosc. niestety Bartek jak dla mnie tej umiejetnosci nie posiadl. a moze posiasc nawet nie chce?

niemniej warto dac chlopakowi szanse. byc moze moje zarzuty nie sa odosobnione i ktos juz zasygnalizowal problem samemu Bartkowi. nie omieszkam sprawdzic, czy przy okazji pelnowymiarowego debiutu „Wirmentacha” przyjal te uwagi do serca.

 

najlepszy moment: THE PLACE

ocena: 6,5/10

Leave a Reply