Alice Merton
kto: Alice Merton
W poprzedniej notce dotyczącej Alice Merton porównałem ją do Tori Amos. I choć jakościowo to (jeszcze) różne ligi, to jednak już teraz coś je łączy – częstotliwość przyjazdów do Polski.
Czy coś się zmieniło w prezentacji scenicznej w przeciągu pół roku od ostatniego koncertu w Hybrydach? Nie za bardzo. Podobnie zresztą nie za wiele zmieniła się dyskografia Alice – zwłaszcza że oba single które się w międzyczasie ukazały, „Lash Out” i „Why So Serious”, wybrzmiały także na poprzednim występie. Być może ktoś liczył na odegranie ostatniego singla Toma Odella, „Half As Good As You”, w którym Alice udziela się wokalnie – no ale się przeliczył…
Obiektywnie więc – jeśli ktoś był na koncercie w lutym, to niewiele by stracił nie uczestnicząc w czwartkowym evencie. Na szczęście (zwłaszcza dla organizatorów) niewiele osób wyszło z takiego założenia i w Proximie stawiła się całkiem słuszna ilość osób. Być może nie chcieli też sprawiać przykrości obchodzącej tego dnia urodziny gwieździe wieczoru? Był więc tort, były wzruszenia, było też wręczenie platynowej płyty za „No Roots” (chyba nie muszę dodawać, że także odegranego – ale ten bass chłoszcze!). Była też, na moje oko, znacznie pewniejsza siebie Alice. Być może między piosenkami sprawia wrażenie nieco zagubionej, ale jak tylko wybrzmiewają pierwsze nuty kolejnych piosenek, to doskonale uświadamia sobie gdzie się znajduje i po co.
Może i ostatnie zawirowania kontraktowe (w szczegóły, pozwólcie, wchodzić nie będę) przysporzyły wątpliwości, czy ta kariera nie zakończy się równie szybko jak rozpoczęła. Ale po tym koncercie naprawdę nie miałbym nic przeciwko, jakby ta Alicja została w naszej krainie na wiele lat.
najlepszy moment: a niech dla odmiany będzie HIT THE GROUND RUNNING
ocena: 7/10
