rageman.pl
Muzyka

Hurts – Happiness

rok wydania: 2010

wydawca: Major Label

 

niesamowite – wciaz piszemy o calkiem swiezej muzyce!

chociaz… tak, o Hurts mowia wszyscy. radio – i to zarowno zetka jak i Trojka, blogosfera, twoj znajomy dres z dzielni, twoja siostra, nawet Twoja matka juz wie ktoz zacz.perfekcyjny band? nie, ale wciaz kapitalny.

choc poczatek debiutanckiego albumu duetu Hurts (co za nazwa! wszystkie emo kapele moga sie schowac) zapowiada naprawde rzeczy wybitne. dokladnie takie, jakie sie spodziewalem slyszac slyszac wczesniej zajawki tego albumu. czyli bardzo generalnie rzecz ujmujac – przepyszne, ejtisowe granie wzorowane glownie na Depeche Mode circa koncowka tamtejszej dekady z lekka nutka joy divisionowej dekadencji. dokladnie tak moznaby opisac „Silver Lining”,a przede wszystkim drugi, singlowy „Wonderful Life”. coz sie bede rozwodzil – ten drugi to dla mnie singiel roku i najlepszy numer od… ponad 20 lat? nie no, zarcik taki, ale refren to zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy jakie dal nam revival lat 80tych w muzyce popularnej. i choc nie ma muzycznie nic wspolnego z przebojem niejakiego Blacka o dokladnie tym samym tytule, to zastanawiajaco podobne skojarzenia on wywoluje. swiatelko w ciemnym tunelu zwanym szumnie „Zycie”, melancholia i sentyment za czasami minionymi i dzecinstwem (szczegolnie jesli przypadalo ono na lata 80te, czyli count me in). no i solidna wisienka na torcie, czyli tekst. na papierze moze sprawiac wrazenie pretensjonalnego, ale jesli zaakceptujemy koncept – w czym musi pomoc TA melodia – to absolutnie przestanie dziwic, ze od paru miechow nowozency masowy wybeiraja wlasnie ten track na swoj tzw Pierwszy Taniec. ba, jestem w stanie zrozumiec nawet tych, ktorzy beda zawdzieczac mu porzucenie pmyslu pociecia sie zyletka (czy nawiazujac do tekstu – rzucenia sie z mostu). powaznie, mega propsy dla tego kawalka.

niestety na wysokosci trzeciego kawalka „Blood, Tears & Gold” cos zaczyna sie psuc. co mowie z przykroscia, jako ze dla Mojego Sweetheart z pokoju obok jest to ulubiony numer. i moze muzycznie spadku jakosci nie ma, to nagle zaczynamy dostrzegac, ze pan wokalista jak na frontmana „nowych Depeche Mode” ma w glosie troche za malo glebi i charyzmy. co z jednej strony moze stanowic plus taki, ze oddala troche od miana bezczelnych zrzynaczy z Depeszow, natomiast zbliza do wynalazkow pokroju The Killers a nawet One Republic. biorac pod uwage komercyjny sukces Hurts – nie zdziwilbym sie, gdyby te trzy kapele w przyszlosci pojechaly na wspolna trase. jeszcze bardziej utwierdza w tym przekonaniu – a pod wzgledem jakosci takze i smuci – nastepny w kolejnosci „Sunday”, bedacy wykapanym sequelem „Spacemana” kapeli dowodzonej przez Brandona Flowersa.

na szczescie jest cos, co pozwala oceniac Hurts znacznie wyzej od tamtych kapel – stopien guilty pleasurewatosci jest kilkunastokrotnie wyzszy. naprawde trudno uwolnic sie od melodii ze „Stay” czy „Illuminated”. singlowy i najbardziej dynamiczny tutaj „Better Than Love” („Question Of Time” moze?) to uniwersalny morderca parkietow, zarowno tych weselnych, jak i indie-prywatek. sa tez i fragmenty takie jak „Evelyn” – spokojniejsze, wrecz majestetycznie potezne, pozwalajace wierzyc ze nie obcujemy z pop-przekretem. podobnie jest zreszta z „Devotion”, choc musze przyznac, ze troche wiecej sie spodziewalem po duecie z Kylie Minogue (no co? przeciez Kylie lubia wszyscy?)…

w sumie nie wiem – z jednej strony jest naprawde niezle, spokojnie na liste podsumowujaca 2010 rok. troche glupio obwiniac samego wokaliste, ale faktem jest ze „Wonderful Life”, w ktorym wokal ma ustawiony dosc nietypowo pozwalal wierzyc, ze mamy do czynienia z rewelacja ktora pobedzie na rynku dluzej niz dwa sezony. a tak – mam spore watpliwosci. naklanianie do zlego to nic dobrego, ale moze wystarczy by wokalista, nie wiem, uderzyl w narkotyki jakies i generalnie troche wiecej tego bolu doswiadczyl?

 

najlepszy moment: WONDERFUL LIFE

ocena: 8/10

Leave a Reply