rageman.pl
Muzyka

Walk The Moon

gdzie: Hybrydy, Warszawa

kto: Walk The Moon

 

Kolejny koncert z cyklu „sympatyczne wydarzenie bez żadnych większych oczekiwań”.

O ile występująca także w Hybrydach kilka tygodni temu Alice Merton, będąc zaledwie na początku kariery, ma szansę jeszcze uwolnić się z szufladki „one hit wondera”, tak Walk The Moon chyba już do końca swych dni pozostaną niewolnikami sukcesu „Shut Up And Dance”. Co w jakiś sposób znalazło potwierdzenie we frekwencji koncertu. Przypuszczam że organizator liczył się z tym, że mało kto z tych osób, które kilka lat temu repeatowało SUAD w odtwarzaczach, będzie skłonny kupić bilet na cały występ zespołu. Niemniej… no, mogło być zdecydowanie lepiej.

Z drugiej jednak strony – może właśnie tak miało być? Bo wystarczy sięgnąć trochę dalej – to jest, do któregoś z trzech albumów zespołu – by się przekonać, że to jest całkiem przyzwoity gitarowy zespół, w którego muzycznej zawartości można odnaleźć nie tylko pop czy ejtisy, ale też całkiem sporo indie, a gdzieniegdzie nawet altrockowe uderzenie. I te osoby, które znalazły się na koncercie, zdawały się być całkiem tego świadome – nie tylko żywiołowo reagując na każdy utwór, ale nawet śpiewając refreny tychże utworów. A i zespół, choć odhaczył single pokroju „One Foot” czy „Different Colours”, z każdym kolejnym utworem przesuwał ciężar z klawiszowej chwytliwości w kierunku gitarowego pieprznięcia. Z kulminacyjnym punktem w postaci „Headphones” – serio, tu już naprawdę było bliżej RATM niż 1D. I nawet jeśli image wokalisty może być nie do przejścia dla statystycznego czytelnika Teraz Rocka, to zdecydowanie warto patrzeć na ten zespół przez pryzmat właśnie tych gitarowych momentów, niż ejtisowego vibe’u. Zresztą, co jest złego w latach 80-tych?

P.S. dla dopełnienia formalności – kontakt z publiką bez zarzutu, oczywiście jak przy prawie każdym koncercie gwiazd zza granicy znów pojawiły się „polskie korzenie” (tym razem odkrył je w sobie gitarzysta), a co więcej – chłopaki po koncercie wyszli do fanów nie tylko by porobić wspólne foty, ale też napić się przy barze. Miłe.

P.S.2 – na support nie dotarłem, sorr.

 

najlepszy moment: HEADPHONES

ocena: 7,25/10

Leave a Reply