Norah Jones – … Featuring
rok wydania: 2010
wydawca: Blue Note
no i jedziemy dalej z koksem, hardkorowo, sila!
jakos tak sie dziwnie zlozylo, ze 2 lata temu, podczas finalu Wielkiej Orkiestry Swiatecznej Pomocy tez omawialem na tym blogu wydawnictwo Nory Jones. zbieg okolicznosci, aczkolwiek moze ma to jakis sens. za oknem i w telewizorni glosno, wiec dla rownowagi trza w domu jakies chillujace dzwieki puscic.
bo wprawdzie nigdy w zyciu nie sluchalem Trojki, to z lekkim przerazeniem dostrzegam w sobie pewna zbieznosc z targetem tego radia. wprawdzie Ikea nie domunuje w mym wypasionym domu, a i wina nie pije do odsluchu muzyki, to jednak lubie posluchac co jakis czas Stinga badz Anne Marie Jopek. Nore Jones z tym jej przynudzaniem tez lubie. psychofanem bym sie nie okreslil, ale fakt faktem, ze wydany w 2009 roku „The Fall”, na ktorym Jones zaczela pogrywac ciut inaczej, odwazniej, niespecjalnie przypadl mi do gustu. przypuszczam ze nie jestem w tym odosobniony, bo jego nastepca pojawil sie dosc szybko.
choc „Featuring” zwyczajnym albumem nie jest. to, jak nazwa zreszta wskazuje, kolekcja ficzuringow czy, jak kto woli, duetow. glownie z cudzych plyt, choc bywaja i wyjatki – „Creepin’ In”, nagrany z Dolly Parton, znamy juz z „Feels Like Home”, a „Blue Bayou” (na drugim majku i gitarze M. Ward) pochodzi z koncertowego DVD Nory „Live From Austin, TX”. sa tez utwory grup The Little Willies i El Madmo, side-projectow Panny Jones.
ogolny wniosek? jest spojnie. zaskakujaco spojnie. co moze swiadczyc o dwoch rzeczach: albo o tym, ze Norah Jones to Postac, potrafiaca swa osobowoscia zdominowac kazdy kawalek z jej udzialem. albo druga mozliwosc, wynikajaca z bardziej zlosliwego podejscia – artysci zapraszaja Jones do najnudniejszych kawalkow w swym repertuarze, ktore z jakichs powodow uznaja za warte umieszczenia na swych albumach. to drugie spostrzezenie jest zreszta nie tyle zlosliwe, co tez lekko mijajace sie z prawda – bo przeciez taki „Life Is Better” Q-Tipa az kipi pozytywna energia. zdecydowanie najlepszy kawalek, choc to nie zaskoczenie – byly czlonek A Tribe Called Quest ponizej zajebistego poziomu raczej nie schodzi, rowniez na „The Renaissance” sprzed dwoch lat (skad „LIB” pochodzi).
zreszta jak dla mnie wlasnie najciekawsze sa te kolaboracje ze swiatem hiphopu. bo „Soon The New Day” z repertuaru Taliba Kweli to takze przepyszna rzecz, znacznie blizsza klasycznej rap nucie niz „Life Is Better”. nie gorszy jest „Take Off Your Cool” nagrany z Outkastem (a wlasciwie z Andre 3000), choc to skrajnie inna sprawa, czysto akustyczna.
co jeszcze? calkiem sympatycznie, lekko regalowo buja „Turn Them” nagrany z zupelnie mi nieznamym Sean Bones. track wspomnianego juz projektu El Madmo pokazuje ciut inne, troche mroczniejsze (tak!) oblicze Jones. „Here We Go Again” byl jednym z highlightow pozegnalnego albumu Ray Charlesa „Genius Loves Company” i tu takze sie wyroznia.
nawet lubiac to jednak przynudzanie Jonesowej, trudno nie odnotowac pewnych rozczarowan. Foo Fighters nigdy do moich ulubiencow nie nalezeli, jednak w „Virginia Mood” usypiaja jak nigdy wczesniej. najswiezszy na tej plycie „Little Lou, Ugly Jack, Prophet John” Belle And Sebastian moze stanowic pewne ostrzezenie przed zakupem „Write About Love”, wydanego w podobnym czasie co „Featuring”.
czyli, mimo wszystko, jednak rzecz dla fanow, ktory wreszcie maja wszystkie nagrania z glosem swej faworytki w jednym miejscu. no, chociaz nie do konca – zabraklo tu rozjebujacego system „Sucker” Pattonowego projektu Peeping Tom. choc obeznani w temacie pewnie domyslaja sie powodow tej absencji.
najlepszy moment: LIFE IS BETTER (feat. Q-Tip)
ocena: 7/10