Carte Blanche
rok: 2014
Nie wiem czy to patriotyzm, tematyka, fakt że mówimy o dziele którego premiera dopiero jutro, czy może ten Chyra patrzący wciąż na mnie gdy piszę te słowa w edytorze wpisów, ale nie jestem w stanie powiedzieć nic złego o „Carte Blanche”. Mam też jednak świadomość, że nijak nie jestem w stanie argumentacją wepchnąć go do kategorii „wybitny”.
Film bazuje na prawdziwej historii nauczyciela w jednym z lubleskich liceów, Macieja Białka (w filmie jako Kacper), który odkrywając fakt stopniowego tracenia wzroku postanawia zataić go w obawie przed utratą pracy. To „tajniaczenie się” trwało, bagatela, kilka lat, podczas których Białek wspinał się na wyżyny pomysłowości. Obecność na lekcji sprawdzała jedna z uczennic, haczyk na którym wisiał klucz do jego sali lekcyjnej w pokoju nauczycielskim oznaczył by nie mieć problemów z jego znalezieniem, dokładnie zapamiętał topografię budynku szkoły, klasówki sprawdzali mu wtajemniczeni koledzy, na potrzeby okresowych badań uczył się na pamięć tablicy okulistycznej… Teraz pamiętam, że kiedy pierwszy raz przeczytałem w gazecie o tej historii, jedną z myśli było „o! to jest scenariusz na dobry film!”, po czym o całym zajściu i temacie zapomniałem. Ciesze się, że taki film powstał, że ta historia znalazła swoje zasłużone miejsce na celuloidzie (choć zdaje sobie sprawę, że rzeczywistość skrywa od groma równie fascynujących tematów na film, nawet w Polsce). Pewnej sprawiedliwości stało się zadość.
Nie opuszcza mnie jednak rozkmina, czy „Carte Blanche” to jest max, co dało się wycisnąć z tego tematu. Na pewno tak, jeśli chodzi o aktorstwo. Andrzej Chyra to dla mnie przykład postaci tragicznej, urodzonej w może i dobrym czasie, ale na pewno w złym miejscu. Oczywiście czasem lepiej być dużą rybą w małym stawie niż odwrotnie, ale naprawdę wierzę, że i w hollywoodzkim oceanie grałby pierwsze skrzypce, walcząc o Oscary z Robertami De Niro i innymi Hanksami. W tym kontekście porównywanie do zagranicy to potwarz, ale pod względem artystycznego emploi (i trochę przez fizjonomię) Chyra kojarzy mi się z Gary Oldmanem – ma w twarzy pewien demoniczny sznyt, który idealnie predysponuje go do roli złych („Dług”, „Komornik”), mimo to genialnie sprawdza się w rolach osób stojących jednoznacznie po dobrej strony mocy. Nie znam całej filmografii Chyry, ale mam wrażenie, że w „Carte Blanche” to jego najbardziej pozytywna rola. Człowieka pełnego ciepła, kapitalnie komunikatywnego (uwielbienie, jakim darzą go jego uczniowie, a z czasem i też cała kadra nauczycielska), mądrego i uduchowionego. Pamiętając o skali, wreszcie polski film doczekał się swojego Johna Keatinga i Alcybiades może iść na zasłużoną emeryturę.
Niestety, wybitne aktorstwo i tematyczny samograj nie windują z automatu filmu do miana kinowego. Reżyser „CB”, Jacek Lusiński, dotychczas nakręcił jeden film, choć jest już po czterdziestce. Nie musi to o niczym świadczyć, historia sztuki zna sporo przypadków odkrycia powołania w kwiecie wieku, ale „CB” pod względem reżyserskim prezentuje poziom wyrobniczy, a mówiąc ściślej – poziom filmu telewizyjnego, trochę mniej kolorowego niż produkcje TVN’u. Naszkicowane zaledwie postacie drugoplanowe, wątki leżące odłogiem, brak jakiegoś „breaking point” – zwłaszcza, że samą historię Kacpra/Macieja i tak podkolorowano na potrzeby filmu. Mam okrutne poczucie dysonansu – z jednej strony przez tę nierówność film jawi się jako skromny (zestawiając go choćby z „Bogami”, który ma tę potęgę, by kroczyć śmiało po nagrody filmowe), wybitny w swej niewybitności, z jasno zarysowanym kręgosłupem jako film o człowieku, który zwyciężył w sytuacji przegranej. Że opowiadając historię człowieka, który ukrywa ślepotę w obawie przed stratą posady, możemy też oglądać rzadko pokazywany w kinie (przynajmniej polskim) dramat jakim jest utrata zmysłu. Że to też jest historia o procesie szybkiego dojrzewania (wątek relacji z matką). Ale też mam wrażenie, że w przeciwieńswtie do filmowego bohatera – widzę za dużo, o wiele więcej niż zostało to świadomie zawarte w filmie. Bo przy takim potencjale wątków powinien powstać film wybitny. A nie jest.
Zaraz, jak to było? „Wybitny w swej niewybitności”?
najlepszy moment: Chyra
ocena 7,75/10
