rageman.pl
Muzyka

In Memoriam: Mark Bell (22.02.1971-8.10.2014)

Słuchasz sobie w pracy tych cudownych produkcji Bjork i nagle dowiadujesz się, że osoba współodpowiedzialna za te dźwięki właśnie zmarła. Dołująca koincydencja.

Czuję się niekomfortowo rozpisując się na temat Bella, jako że jest to w pierwszej kolejności legenda dla ludzi wtajemniczonych w muzykę elektroniczną z rejonów Warp Records – a nie będę udawał, że znam je jak własną kieszeń. Znawcy tematu będą wspominać go przede wszystkim jako członka LFO, a tacy mainstreamowcy jak ja – jako producenta Bjork czy Depeche Mode. Ale mój Boże, jak nie docenić tych muzycznych pejzaży, do których autorstwa tak się przyłożył, roztaczanych od „Homogenic” wzwyż. Może i rola Bella była coraz mniejsza, ale nawet mając w pamięci geniusz postaci Bjork trochę strach pomyśleć co by było, gdyby nie spotkała Bella na swej drodze

.
Poza tym to kolejna dobra okazja by skontestować, jak bardzo przez przeciętnego słuchacza jest niedoceniona rola producenta muzycznego czy produkcji muzycznej w ogóle. A to właśnie producent, jak żadna inna osoba z otoczenia artysty, jest w stanie wywindować piosenkę na poziom wcześniej dla niej nieosiągalny, zamienić czerstwy bochen w lśniący brylant. A ile to przykładów było, kiedy to producent de facto kreował artystę? I nie mówię tylko o produentach z rejonów hip hop, który 10 lat temu był gatunkiem w którym to właśnie producenci byli na świeczniku (Pharrell, Timbaland). Za najbardziej inteligentne gwiazdy muzyki uchodzą te, które mają świadomość istotności roli producenta – tak było z Madonną, ale też jest tak i z Bjork, u której lista płac jest dosyć długa.

Nie wiem czy statystyczny słuchacz zauważy brak Bella na kolejnych płytach Islandki. Fani na pewno.

Leave a Reply