The Streets – Cyberspace And Reds
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
ogloszenie parafialne: RIP Michael Gough. nius o Twojej smierci sprowokowal mnie do przypomnienia sobie pierwszej czesci filmowych przygod o Czlowieku Nietoperzu. damn, ale ten Burtonowy Batman byl dobry! dzieki za Twoj wklad w te jego zajebistosc.
a teraz nasze sprawy. brakowalo mi na tym blogu hiphopu, wiec o to on. w brytolskim wydaniu, w bardzo pokracznej formie, ale jednak hiphop.
Mike Skinner pozegnal sie z nazwa The Streets za sprawa wydanego miesiac temu „Computers and blues”, ale nie pozegnal sie z sama muzyka. bo oto juz po zarejestrowaniu „CAB” postanowil raz jeszcze poprzebywac w studiu i przelozyc na tasme swe artystyczne pomysly. efektem „Cyberspace and Reds”. opublikowany za darmoszke w necie i, by bylo smieszniej, miesiac przed premiera „CAB”.
i niby to sa calkowicie swieze (no, przynajmniej z formalnego punktu widzenia) podklady i nawijki, a jednak da sie wyczuc pewna mixtejpowosc materialu. o ile zalozymy, ze raperzy na oficjalnie wydane, studyjne albumy wrzucaja to co maja najlepsze w repertuarze, a mixtape traktuja jako pewna rozbiegowke dla siebie i ciekawostke dla fanow. a mowiac prosciej – sredni ten Skinnerowi mixtape.
nie tak sredni jak wydany dwa lata temu „Everything Is Borrowed”, ale slychac, ze formula sie wyczerpala, a coraz wiecej argumentow maja ci, ktorzy uwazali Skinnera za rapowego hochsztaplera. moze i pod wzgledem klimatu to najblizszy tradycyjnie pojmowanemu hiphopowi material, ale akurat naleze do tych, ktorych tolerancja na chalupniczo-taneczne beaty i antyhookowosc refrenow byla dosc wysoka. na „CAR” nie ma prawie wcale melodii, ani tych przyzwoitych, ani zenujacych (sliczny wyjatek: „Too Numb”). zadnych. zreszta, nawet jesli by wystepowaly, to nawet nie mialyby kiedy wbic sie mocniej w swiadomosc – srednia dlugosc kawalkow oscyluje wokol 2:30 minuty.
dla niektorych jeszcze gorsza wiadomoscia bedzie, ze w kwestii antyflow Skinnera nic sie nie zmienilo. ale jest i dobry nius – sporo tu gosci, w wiekszosci jednach anonimowych dla przecietnego zjadacza rapu (pomijajac moze Kano w otwierajacym calosc „Came In Through The Door”). i niestety, konfrontacja z nimi wypada dla Skinnera druzgocaco. wystarczy posluchac chocby takiego „Don’t Hide Away”. moze i panowie na ficzuringu dysponuja dosc zblizonym flow, ale nie zmienia to faktu, ze pod wzgledem technicznym zjadaja Skinnera, ktory ostatnia zwrotka sprowadza na ziemie z zajawkowego nieba dobrych rapsow.
siodemke mozna wystawic chocby z sentymentu, ale generalnie mamy tu dobre swiadectwo tego, ze zamkniecie kramiku o nazwie the streets bylo dobrym pomyslem. widzimy sie na tegorocznej open’erowej stypie?
najlepszy moment: TOO NUMB
ocena: 7/10