Shaka Ponk – Loco Con Da Frenchy Talkin’
wydawca: Edel
Francja to dziwny kraj. piekny (checked in ’97, zreszta ufam tez opiniom Sieciecha i Swietego Oficjom, pozdro600), ale dziwny. bo jakos ciezko wyobrazic mi sobie ich kulture muzyczna wychodzaca poza granice krainy lagodnosci. co ma swe dobre strony – vide Air czy Daft Punk chociazby, ale i tragiczne – tej drugiej na pierwsze imie Garou. nie mowiac juz o tym, ze Francuzi sa tak zakochani w swym jezyku (tez potwierdzone empirycznie), ze czuja absolutnie zadnej potrzeby nauki jezyka angielskiego, nie mowiac juz o jakichkolwiek pozostalych. i ma niestety to tez odzwierciedlenie w ich muzyce, zdominowanej przez jezyk milosci.
a co jesli ktos nie chce spiewac o milosci (a jesli juz, to o jej stricte fizycznej odmianie)? ten problem spotkal Shaka Ponk, ktorzy nie widzac warunkow rozwoju dla sonicznego potwora przez nich wykreowanego przeniesli sie do Berlina, raju dla fanow elektroniki i perwersji. i dobrze na tym wyszli, bo niedlugo potem podpisali kontrakt z Edel (wydajacym m.in. Deep Purple – tak, wiem, srednio elektroniczny band, ale nie ma to w naszej historii znaczenia) i wydali debiut, dzis tu omawiany.
coz, na pierwszej, glownie rzucajacej sie w uszy plaszczyznie Shaka Ponk to kolejna kapela mieszajaca elektronike z rockiem. a ciut scislej – operujac w wiekszej mierze srodkami wyrazu ze swiata elektroniki kieruje ja na tory rokowej energii, prowadzacej predzej na ozzfest niz audioriver. taki casus Penduluma, choc moznaby i dorzucic Powermana 500, a nalezaloby tez The Prodigy jako praojcow takiego myslenia o muzyce. na plus mozna poczytac to, ze maja silny dryg to kombinatoryki, czasej przecudacznej – bo rzeczywiscie jest tu i wczesnoredhotowy funk („Disto Cake”), funk ratmowy („a popa buya boosta’ can”, odosobniony raczej przyklad zastosowania zywej perkusja) metalowy niemal wygrzew („Da Teen Town” miedzy innymi), jest gotycka dyskoteka typu castle party afterparty („Body Cult”), rock industrialny oczywiscie tez sie gdzieniegdzie zaplacze. a to wszystko doprawione szczerze imponujacym mieszaniem angielskiego z hiszpanskim, francuskim i tylko sobie znanym jezykiem (autor „Mechanicznej Pomaranczy” moglby byc z chlopcow dumny) oraz przewijajacym sie w aspekcie tak muzycznym, jak i wizualnym kulcie zwierzatka potocznie zwanego malpa.
ok, tyle ze w zdecydowanej wiekszosci przypadkow nielatwo oprzec sie wrazeniu, ze chodzi o ukrycie faktu, iz panowie z Shaka Ponk sa dosc srednimi kompozytorami. szumi to w glowie, buja nia, ale za cholere nie chce w niej zostac na dluzej. sa wyjatki jednakowoz. „Fonk Me” to rzeczywiscie dobry typ na singiel, bo jest jednoczesnie i typowo Shaka Ponkowy, ale tez i ma najwieksze natezenie chwytliwosci. warto wydmienic tez „Spit”, ktory znalazl sie tu w dwoch wersjach. i obie intryguja. wprawdzie podstawowa jest oparta na linkin parkowej partii syntetykow, ale staram sie usilnie wierzyc, ze ekipa Czestera nie wpadkla by np na takie orientalizmy w refrenie. jest jeszcze „Spit-Low”. ten sam tekst, ale muzyka… balladowa. autotune sciele sie gesto, ale cholera, ma to soj urok. no i jest jeszcze „Sonic”, ponad siedmiominutowy closer calosci, jeden z najwiekszych whatthefuck’ow muzycznych jakie slyszalem ostatnimi czasy.
i teraz nie wiem – te lepsze momenty to slepej kury ziarno czy jednak dowod na potencjal? sporo w tekstach cannabisu – moze to jest klucz do sprawdzenia, czy w tym szalenstwie jest metoda? siodemka raczej na wyrost, ale 6,5 zrownaloby plyte ze staindami i tym podobnymi rzeczami, o ktorych wiadomo wszystko juz po jednym odsluchu. warto bedzie dac tej kapeli jeszcze pare szans.
(watek dla fanow multimediow: cd zawiera prezentacje multimedialna, a tam 3 klipy: „Fonk Me”, zabawny, ale budzacy skojarzenia z „Girls” Prodigy juz nie tylko w wersji audio. koncertowy klip zywszej wersji „Spit” (dzwiek jednak wyjety z wersji studyjnej), oraz zmontowane fragmenty koncertow z samplami z plyty i przewijajacymi sie przez ekran fragmentami bio zespolu. no i link do strefy downloadu komputerowych bajerow zwiazanymi z z kapela – niedzialajacy)
najlepszy moment: FONK ME
ocena: 7/10
