rageman.pl
Muzyka

Empyr – The Peaceful Riot

rok wydania: 2008

wydawca: Jive Epic

 

no prosze – drugi dzien z rzedu o francuskiej muzyce bedzie!

choc czy ona taka francuska? jak juz wczoraj pisalismy, rodacy Napoleona dosc czesto migruja za granice za rockandrolowym chlebem. Shaka Ponk przeniesli sie do Berlina, naszych dzisiejszych bohaterow ponioslo az do Los Angeles, by tam zarejestrowac swoj debiutancki pod szyldem Empyr (bo panowie grali wczesniej w takich grupach jak m.in. Pleymo) krazek.

co nie dziwi, zwazywszy ze USA to najwiekszy rynek zbyt uprawianej przez nich gatunku muzyki. say it loud n’ say it proud: Emo. oczywiscie to w komercyjnej, nowoczesnej odmianie. czyli fani Sunny Day Real Estate raczej moga sobie darowac dalsze czytanie tej notki. zapraszamy natomiast fanow 30 Seconds To Mars czy The Used, bo znajda tu mnooooostwo grania dla siebie. a w ramach bonusu, kiedy panowie uderzaja w dlugofalowe kombinowanie („Water Lily”, „Join Us”) odzywa sie Deftones (szczegolnie w pierwszym z wymienionych utworow), A Perfect Circle, a moze nawet i Tool jakis.

czyli mozna posluchac, ale tyle o ile jedziemy samochodem i w przyplywie zapotrzebowania na granie glosne, melodyjne, ale nie zanadto absorbujace coby wypadku nie spowodowac. czyli taki idealny Eska Rock’owy format. i choc wciaz mam w sercu sporo rocka, to trudno traktowac taki gitarocentryzm na powaznie, kiedy wczesniej sluchalo sie „Purple Rain”, gdzie na jedna minute przypadalo wiecej pomyslow i innowacji niz na cale muzyczne jestestwo Empyr. to raz. dwa, ze jak to jest – kiedy slucham jak taki glassjaw, poison the well czy nawet omawiany niedawno finch wypruwaja se flaki balansujac miedzy krzykiem a ladniutkim spiewem to jakos im wierze, a kiedy slysze cos calkiem podobnego u wokalisty Empyr to jest to dla mnie szczyt mazgajstwa i az chce sie dorwac typa i go spoliczkowac, by sie ogarnal? pomijam oczywiscie kwestie tekstow – czasem sie dziwie, ze dorosle typy nie maja wstydu wyspiewywac tak pretensjonalnych banalukow.

ale jak wspomnialem – posluchac mozna, zwlaszcza ze pare melodii naprawde chlopakom wyszlo.

(watek dla gadzeciarzy: no, tu plusik, bo panowie sie postarali. galeria zdjec, linki, ale przede wszystkim niepublikowany utwor (szalu nie ma) i az szesc klipow. nagranie ze studia, jakas glupawka, akustyczny wykon „Birth”… na lace, konertowa wersja „Join Us” (bez rewelacji), a przede wszystkim teledysk do „New Day” (czarno-biale obrazki z zycia, momentami celowo ohydny, kojarzacy sie z „99 problems” Jay-Z) oraz nowego (takze bardzo niezlego) utworu „My Skin Your Skin”)

 

najlepszy moment: NEW DAY

ocena: 6,5/10

Leave a Reply