Nipsey Hussle – Bullets Ain’t Got No Name Vol. 1
wydawca: DIY
I tak dotarliśmy do ostatniej części „nabojowej” serii, a właściwie to pierwszej, jeśli sugerowalibyśmy się chronologią. Znając już wszystkie trzy woluminy można z całą stanowczością stwierdzić, że ta seria mikstejpów to najlepsza rzecz, jaka zdarzyła się dotychczasowej dyskografii Nipsey’a. To ona właśnie pozwala upatrywać w nim nie tylko nowej gwiazdy rapu, ale też i tego, który ma największe szanse przywrócić Zachodniemu Wybrzeżu utracony w ubiegłej dekadzie blask.
Kluczem do sukcesu wydaje się być umiejętna synteza Przeszłości z Przyszłością. Można wziąć pierwszy z brzegu utwór dla przykładu: „It’s hard out here”. Baaaaardzo tradycyjnie brzmiący beat przywołuje skojarzenia niemal z pierwszymi polskimi rap nagrywkami. Niedaleko chronologicznie lokuje się skojarzenie, jakie przywołuje reszta aranżacji. Ale już sama nawijka Nipseya, narracja, także pomysł na refren – tu już raczej trudno zapomnieć o dwóch dekadach rozwoju, jakie zaliczyła muzyka hip hopowa od czasu największych hitów Złotej Ery. I tak przez cały czas lawirujemy w czasoprzestrzeni, raz będąc bliżej tego co było („Jackin For Beats”, z dosłownymi cytatami z G-Funku), raz tego co jest („Hussla Hussla”), ale widzę w tym raczej próbę pogodzenia niejako zwaśnionych stron, jakimi są oldschoolowcy i fani nowinek w rapie, aniżeli brak zdecydowania co do obranego kierunku muzycznego. Jako człowiek stawiający wyżej rap czasów minionych, a jednocześnie z nadzieją patrzący w muzyczną przyszłość, w pełni ten patent kupuję.
I tylko jedna rzecz mnie zdenerwowała przy odsłuchu. Choć to akurat nie zarzut do Nipseya, a datpiff.com, będącego obok livemixtapes.com jednym z dwóch głównych hostów mikstejpowych. Usuwanie z darmowych mikstejpów tracków, które z czasem wylądowały na płatnych wydawnictwach, to jak dla mnie nadinterpretacja prawa autorskiego.
najlepszy moment: MAKIN THEM SWERVES
ocena: 7,5/10
