Queens Of The Stone Age – Rated R
wydawca: Interscope
uooooo, a o tych panach to kiedy bylo ostatnio? zajrzyjmy do archiwum… sierpien ’09. nadrabiamy!
debiut mamy omowiony, czas na jego nastepce. przelomowego, dodajmy. zacznijmy od zmiany wydawcy – z malenkiego Loosegroove Homme z ekipa przeszli do majorsowego Interscope. pojawila sie kasa, pojawila sie promocja, teledyski, normalna dystrybucja (debiut w oryginalnym wydaniu juz jest wlasciwie niedostepny – swoja droga trzeba bedzie w koncu obczaic niedawno wydana reedycje), koncerty (w tym pierwszy na polskiej ziemii)… studiowanie marketingu wyzbylo mnie idealistycznego podejscia i wiem, ze bez takich biznesowych aspektow dzialalnosci nie ma sukcesu komercyjnego. ale i sama Muzyka zapracowala sobie na te listy sprzedazy. zas sukces artystyczny to wylacznie jej zasluga.
porownywalismy podejscie Homme’a do komponowania na debiucie do AC/DC. dosc obrazliwe zestawienie, ale sklamalbym mowiac, ze zawartosc „QOTSA” jest wybitnie zroznicowana (co nie przeszkadza jej wciaz byc moja ulubiona plyta w dyskografii zespolu). „Rated R” pod tym wzgledem to jej skrajne przeciwienstwo. pelen rozstrzal – aranzacyjny, dynamiczny, klimatyczny. no i co najwazniejsze – zostal on ozeniony z wysokim jak nigdy wczesniej (uwzgledniam takze 4 plyty Kyussa) wskaznikiem przebojowosci. nawet jesli w sporej mierze rzadzi patent „motoryczny rytm + walkowany w kolko riff/zagrywka”, to nie ma problemow z odroznieniem tych piosenek od siebie, nie tylko dzieki Melodiom ale i bardziej przejrzystej, luzniejszej w porownaniu do debiutu (o plytach Kyussa nawet nie wspominam) produkcji (choc wciaz za nia odpowiada Chriss Goss). a jakby tej roznorodnosci bylo malo, dochodzi kombinowanie z wokalami – w otwierajacej calosc narkotykowej petardzie „Feel Good Hit Of The Summer” w chorkach udziela sie m.in. Rob „Judas Priest” Halford, a „Quick And The Pointless” czy „Tension Head” to juz wokalny teatr jednego aktora, Nicka Olivieri. oczywiscie moznaby dalej porownywac do innych wielkich – ze w tych szybkostrzelnych protopunkach slychac The Stooges, akustycznie granie w instrumentalnym „Lightning Song” musi skojarzyc sie z Led Zeppelin, wokal Homme’a w „Better Living Through Chemistry” jest zas dosc czesto porownywany z klimatem jaki robil Morrison w The Doorsach… ale po co? ta plyta to Narodziny Stylu Queens Of The Stone Age, jednej z najlepszych rockowych kapel ostatniego dziesieciolecia.
uwielbiam takie plyty, na ktorych przez cala ich rozciaglasc (w tym przypadku stosunkowo niewielka, co takze poczytuje za plus – lepszy niedosyt niz przesyt) ciagle cos sie dzieje. po tym poznasz plyty jesli nie juz Klasyczne, to bedace na ostatniej prostej w drodze ku temu tytulowi. i mysle sobie, ze kluczem do takowego tytulu jest… despotyzm Homme’a. ok, ostatnimi czasy sklad QOTSA sie wykrystalizowal. ale „Rated R” to byly jeszcze wesole, hippisowskie czasy, gdzie kazdy muzyk ktory zawital do studia mogl dolozyc cos od siebie, a tylko Nick Olivieri mogl byc pewny miejsca w skladzie (zreszta, jak sie pozniej okazalo, tez nie na dlugo). i o to chodzi! widzicie, ja naprawde uwielbiam muzyke rockowa i moglbym sam znalezc sporo argumentow, by uwazac ja za najwazniejsza z gatunkow. nie przeszkadza mi to jednak uwazac ja za bliska wymarcia. bo ile rzeczy mozna jeszcze wymyslec operujac zestawem wokal+gitara+bass+perkusja? jakby tego ograniczenia bylo malo, dochodzi jeszcze aspekt instytucji zwanej ZESPOLEM. pewnie, chemia w muzyce jest wazna, ale czy naprawde ten Zbychu musi bebnic w kazdym kawalku? a co by sie stalo, gdyby na te pare utworow wymienic tego naszego frontmana-wokaliste? Homme takich ograniczen personalnych nie zna. i nie musi odlatywac w art-rockowe formuly („I think I lost my headache”, „Better Living…”), by mozna to bylo mowic o progresywnosci. wibrafon? deciaki? pewnie! kazda piosenka odgrywana przez inny sklad personalny? nawet jesli w kazdym przewijaja sie nazwiska Homme’a, to wcale nie musi odgrywac in pierwszoplanowej roli. bo ktozby piekniej zaspiewal taki numer jak „In The Fade” jesli nie Mark Lanegan (poczatek wieloletniej wspolpracy bylego lidera Screaming Trees datowany jest wlasnie na ten numer)? a dzieki jeszcze piekniejszemu „Auto Pilot” (troche Neil Young, co?) okazuje sie, ze Olivieri nie musi rozbierac sie do naga by skruszyc serca kobiet – wystarczy mu sam glos.
subiektywnie dalej stawiam wyzej debiut, ale obiektywnie trudno nie dostrzec ze to wlasnie „Rated R” wymiata po calosci.
najlepszy moment: FEEL GOOD HIT OF THE SUMMER
ocena: 9/10
