rageman.pl
Muzyka

L.U.C. – 39/89 – Zrozumieć Polskę

rok wydania: 2009

wydawca: EMI

 

wracamy do Polski. i to tak konkretnie.

przyznam, ze troche moj odbior postaci o pseudonimie LUC znacznie ewoluowal. od dosc intrygujacej postaci stojacej za naprawde niezlymi albumami Kanalu Audytywnego (choc mozliwe, ze gdyby sie ukazaly dzisiaj odebralbym juz je inaczej) przepoczwarzyl sie w strasznie irytujacego typa, nachalnie sie promujacego jako zbawce hiphopu, ba – zbawce polskiej muzyki alternatywnej w ogole. na dodatek im bardziej belkotliwe sa te jego nowe wytwory muzyczne, tym wiecej propsow zgarnia tak od krytykow jak i tych wielce obeznanych muzycznie kolesi, dla ktorych polski hiphop to tylko Kaliber44 i PFK, ewentualnie OSTR (a takich ignorantow jest calkiem sporo niestety). i jeszcze to „wyczulenie na problemy spoleczne”, nigga pleaaaase! chlopak okazal sie ekspertem od wszystkiego. historia Polski, globalne ocieplenie, tragedia lasow podrownikowych? Luc o tym wszystkim ci zarapuje i chociaz nic nie zrozumiesz z tego, to dalej bedziesz go uznawal za glos myslacej czesci spoleczenstwa Polski. az dziw, ze jeszcze etatu w TVNie nie dostal. chyba ze o czyms nie wiem?

paradoksalnie jednak ten najbardziej zaangazowany projekt, o ktorym dzis tu piszemy, jest jego najbardziej sluchalnym. przede wszystkim – to sluchowisko bardziej anizeli normalny album. ale najlepszy nius to taki, ze nie ma tu rapu LUCa. mozna skupic sie na muzyce, ktora znacznie lepiej wychodzila Lucowi niz odglosy paszcza.

o idei projektu powiedziano juz sporo, ale przypomnijmy – na autorskich podkladach LUCa wybrzmiewaja archiwalne wypowiedzi, ktore skladaja sie na tragiczne dla Polski pol dekady, aczkolwiek uwienczone happy endem w postaci obalenia komunizmu przy Okraglym Stole. zaczynamy jednak smutna data ’39 i zaskakujacym, bo lirycznie, wrecz sakralnie wybrzmiewajacym intrem. chlopiece wokalizy, pojedyncze uderzenia w klawisze forepianu. tkai jest „Polski Honor”, mozliwe ze lejtmotyw calosci, pomagajacy zrozumiec jesli nie Polske, to przynajmniej pomysl na plyte.

i choc w obrebie samej muzyki zaskoczen nie ma, to jednak sporo roznorodnosci moze ucieszyc ucho. choc przewijajacy sie dosc czesto industrialny beat wydaje sie dosyc oklepanym zagraniem (fabryka=stocznia=Solidarnosc=Polska, eh?), to swoj efekt osiaga – brzmi to poteznie. taki „Tribute to Stefan Starzynski” czy „Pyrrusowa Kleska”, gdzie i gitara elektryczna momentami wybrzmiewa, traci Nine Inch Nailsem lekkim niemalze (dla odmiany „Do Roboty Juz Bez IQ”, gdzie zostaje sam riff i skrecze, to jakims numetalem traci). zreszta poza tymi wokalizami chlopiecymi to wlasnie gitara najbardziej intryguje w aranzacjach (skrecze na plycie badz co badz rapera to chyba oczywistosci), choc warto zwrocic uwage takze na obecnosc deciakow czy skrzypiec. na przeciwleglym biegunie mamy numer takiej jak „Everest Hipokryzji” czy „Wizerunek Firmy PRL”, gdzie LUC przypomina nam o tym, ze swego czasu najbardziej utozsamiany byl z nu jazzem.

i chociaz naprawde doceniam starania LUC jako aranzera, najbardziej mnie jednak przekonuja fragmenty takie jak sciskajace za serce „Gadajace Mordy 1968-1970”, gdzie muzyka stanowi nic wiecej anizeli tlo dla juz wystarczajaco poruszajacych wypowiedzi archiwalnych. zreszta… operowanie cisza to chyba tez sztuka? nie powiem, poswiecony Papiezowi „Przebudzenie Boga 1978” tez kluje w sam srodek. ale coz, pisze to koles, ktory i na „Pasji” plakal. czyzby nawrocenie zblizalo sie wielkimi krokami?

sklamalbym mowiac, ze jakos wybitnie rozlozyla mnie na lopatki ta plyta, nie mowiac juz o tym, bym w koncu zrozumial te nieszczesna Polske. jednak tym razem wyjatkowo LUC z tarcza anizeli na tarczy.

 

najlepszy moment: GADAJĄCE MORDY 1968-1970

ocena: 7,5/10

Leave a Reply