We Are From Poland Vol. 8
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
ekipa We Are From Poland wydala kolejna skladanke firmowa. przyznam ze troche niezrecznie mi oceniac ja ze wzgledu na obecnosc zespolu, z ktorym costam mnie laczy. ale wyobrazmy sobie, ze nie ma w trackliscie plyty Trupy Trupy, ok?
mialo byc zaskoczenie i rzeczywiscie jest. o ile poprzednia czesc byla jeszcze w sporej mierze gitarowa, tak sluchajac Vol 8 mozna dojsc do wniosku, ze pacjent zwany rockiem w koncu zmarl. i obserwujac to co sie w muzycznym internecie dzieje – rzeczywiscie cos jest na rzeczy. czy to dobrze? nie, bo mimo wszystko obstawiam ze to tendencja chwilowa, a rock niczym freddie kruger czy inny zywy trup jeszcze nieraz nas nawiedzi. po prostu trzeba przewietrzyc po tym calym „indie” rockowym zadeciu. w kontekscie WAFP 8 jesli juz uzywac slowka indie, to tylko obok „pop” czy przede wszystkim electro.
tak, gitary zostaly wyparte przez maszyny. jesli ktos uzywa tzw zywych brzmien to na zasadzie przyslowiowego smaczka, a nie podstawy kompozycji. bynajmniej to nie przeszkadza, zwlaszcza jesli ani nie traci to wixiarstwem, a tez towarzyszy temu Melodia. przede wszystkim jednak – brzmi to jak najbardziej swiezo i kiedy jednak juz te gitary sie pojawiaja (Pokrak, Turnip Farm) to moze zanadto poziomu nie zanizaja, ale brzmia jednak jak z dawno juz nieopowiadanej bajki.
tyle slowe wstepu, czas na tradycyjne przyznanie medali. konkurencja miedzy 3 i 2 miejscem spora, ale co do zwyciezcy nie mam absolutnie zadnych watpliwosci. no, to jedziemy.
braz idzie do Rubber Dots za „Instant Juliet”. przede wszystkim za piekny, zenski wokal – tak delikatny i kruchy, ze zamiast skupiac sie na udanej melodii czy nieglupiej aranzacji sluchacz tylko martwi sie, czy zaraz ta linia wokalna nie rozleci sie na milion kawaleczkow. nietypowe doswiadczenie odsluchowe.
srebro dla Lody (Lodow?) za „Hi From Miami”. znow wokal plci zenskiej na tle electro podkladu (swoja droga ten opis pasuje do jeszcze kilku przynajmniej kawalkow), tym razem jednak zamiast delikatnosci – wampowy chlod, pewnosc siebie, w refrenie lekko zainfekowana slodycza. intrygujace, choc pewnosci nie mam czy w stopniu takim, by nabyc plyte w sklepie.
takich rozterek nie wzbudza laureatka naszego dupnego plebiscytu, Mela Koteluk. krotka pilka – „Spadochron” to nie tylko najlepszy numer na calym wydawnictwie, ale z tych wszystkich dotychczas przesluchanych skladanek WAFP. to wlasciwie juz jest numer gotowy na podboj radia – nie tylko Trojki, ale nawet Zetek i eReMeFetek. znalazlem w necie porownania Meli do Czeslawa ktory Spiewa, co moze i nie jest zupelnie bezpodstawne (i u Meli slychac w glosie pewna nie tyle niewinnosc, co wrecz dziecinnosc i lekka infantylnosc), ale krzywdzace. dosc powiedziec, ze to genialnie zaaranzowany (skojarzenie takze biegnie w stone „Unisexblues” Nosowskiej) pop, ktory powinien objezdzac szkoly i wiece jako dowod na to, ze jeszcze Polska nie zginela, poki mamy taki pop. Mysticu, Kayaxie, QL Musicu i iinni wydawcy – bierzcie ten skarb jak najszybciej w opieke!!!!!!
najlepszy moment: MELA KOTELUK – SPADOCHRON
ocena: 7,5/10