rageman.pl
Muzyka

We Are From Poland Vol. 2

rok wydania: 2007

wydawca: DIY

pobierz album

 

naprawde szkoda mi tej Amy Winehouse. nawet jesli niespecjalnie emocjonowalem sie jej tworczoscia, a cala ta jej otoczka „kobiety na krawedzi” bardziej mnie odpychala (don’t do drugs, mmmmkay? przeciez to oczywiste, mmmkay?) niz fascynowala. niemniej smutno mi z powodu smierci kazdej osoby, ktora miala Muzyke w serduszko. jednak prawdziwym smutkiem napawa mnie fakt, ze, wnioskujac z poczynionych obserwacji, ludzie bardziej przezywaja nie tak zaskakujacy zgon autorki „Rehab” anizeli prawdziwa tragedie, jaka wydarzyla sie w Norwegii. XXI wiek welcome to? doprawdy, zatrwazajace.

a my wrocmy do naszych spraw. Vol 2 to znow powrot do bombastycznej ilosci muzyki i doboru utworow wiecej majacych wspolnego z grochem z kapusta anizeli scisla selekcja. a jednak slucha sie tego dosc zaskakujaco wybornie – byc moze nawet jest to najlepsza czesc calej serii. juz sam fakt, ze przynajmniej 1/3 zespolow juz teraz cos znaczy na scenie rodzimej alternatywy (a nawet i pop-scenie) swiadczy o jakosci calosci. spojrzmy: Dick4Dick, Manchester, Muzyka Konca Lata, Maki I Chlopaki, Bajzel, Twilite, Sorry Boys – wszyscy juz zdazyli wydac przynajmniej jedna plyte na legalu. a jest tu jeszcze sporo innych nazw, ktore co bardziej zainteresowani piskami w rodzimej indie-trawie wrecz powinni kojarzyc (pAMBUK, Farel Gott, New Century Classics). cieszy obecnosc w tym zestawie gdanskiego Gentlemana, ktory takze dorobil sie od czasu tej kompilacji plyty wydanej w Fonografice.

o poziomie tych utworow niech swiadczy przede wszystkim fakt, ze tym razem wyjatkowo trudno bylo mi wybrac laureatow – bez przesady conajmniej polowa kompozycji zasluguje na wyroznienie. niemniej jednak…

braz: Bajzel – „Bull Shit”; juz uznany zjawiskiem na polskiej scenie. czlowiek orkiestra, o ktorego potedze ponoc najlepiej swiadcza koncerty. ale i w wersji studyjnej wypada ultrapozytywnie. to dalekie skojarzenie, ale przynajmniej „Bull Shit” kojarzy mi sie z solowym Frusciante. podobna chalupnicza produkcja, ktora nie jest w stanie skryc (a moze wrecz ja uwypukla) natezenia emocji i pierwotnej (?) energii tych nagran. przeszacun.

srebro: Manchester – „Nie na pierwszej randce”; nie jest zbytnio dobrze widziane kibicowanie Manchesterowi – chlopaki za czesto pokazuja sie w telewizorni, ich granie coraz wiecej ma wspolnego z polskim, wiesniackimpoprockiem niz Manchesterem, no i glupio troche fanowac zespolowi, w ktorego muzykach podkochuje sie twoja mlodsza siostra i jej kolezanki z gimnazjum. ale nic nie poradze na to, ze „Nie na pierwszej randce” to jednen z wiekszych polskich guilty pleasures, jakie slyszalem ostatnimi czasu. czemu wiec tylko srebro? bo na „WAFP 2” trafila wersja pierwotna utworu, znacznie rozniaca sie od wersji radiowej ktora smigala w mediach swego czasu. i wyjde juz na totalnego poppersa, ale ta ugladzona wersja znacznie bardziej mi sie podobala.

zloto: Dick4Dick – „Dickie Dreams”; ok, wiem, to niesprawiedliwe. raz, ze Dicki to juz uznana marka, dwa ze to lokalsi. ale nic nie poradze na to, ze jestem Fanem, a „DD” to jeden z bardziej ulubionych numerow wczesniejszego, stricte elektronicznego oblicza chlopakow. fakt, troche przemawia tez sensyment do starych czasow, koncertow w Mechaniku, dziwnych coverow, macho attitude…

 

najlepszy moment: DICK4DICK – DICKIE DREAMS

ocena: 7,5/10

Leave a Reply