Nagły Atak Spawacza – Brat Juzef
rok wydania: 1996
wydawca: PH Kopalnia
skoro padla wczoraj nazwa Naglego Ataku Spawacza… Panie i Panowie, czas na Klasyk.
Klasyk Wyklety, nalezaloby dodac. jesli mowi sie o poznanskim rapie, to malo kto wymienia Spawacza w tym kontekscie. bynajmniej nie dlatego, ze nie jest mu ta nazwa obca. juz nawet nie wspominajac o umiejscawianiu jej na kartach historii polskiej muzyki jako takiej… jesli juz „Brat Juzef” trafia na jakies rankingi, to przewaznie sa to chlubne plebiscyty typu „Najgorsze Polskie Plyty”.
i, jesli byc totalnie obiektywnym – trudno dziwic sie takiej percepcji debiutu poznaniakow. „malo oryginalne” (hehehehe) podklady (aczkolwiek w tamtych latach nie byla to niestety niespotykana tendencja – patrz plyty Liroy’a czy Bolca), tu i owdzie pojawiajace sie zywe instrumenty ewokujace *najgorsze* rapmetalowe wynalazki, zerowe flow „raperow”, teksty z natezeniem bluzgow wiekszym niz alkoholu w ruskim spirycie, przekaz przekraczajacy granice zenady tak czesto, ze bardziej mozna byloby mowic o przekraczaniu granicy normalnosci. jesli ktos nigdy w zyciu nie slyszal o NAS’ie, a kojarzy nazwe Insane Clown Posse, to juz ma solidny punkt odniesienia.
ale ale… wyobrazcie sobie taka sytuacje: jestescie w jakims towarzystwie, np na imprezie. nagle jeden z waszych ziomkow wyskakuje z jakims totalnie szalonym pomyslem. pojawia sie konsternacja, zdziwienie, pada haslo „nie no, nie zrobisz tego!”. „ja nie zrobie? ja?”. i robi to. zenada, szalenstwo tozsame z czysta glupota, debilizm. ale gdzies tam w glebi pojawia sie jednak lekki Szacun. bo przekraczanie, poszerzanie granic ZAWSZE jest jakims osiagnieciem. niezaleznie czy efekt finalny tego procesu wzbudza zachwyt czy zazenowanie. mowi sie, ze Sztuka nie tylko sie na tym opiera – ona wrecz *jest* tym przekraczaniem granicy.
i w tym kontekscie „Brat Juzef”, choc nawet mi nie przychodzi to latwo, trzeba nazwac arcydzielem sztuki. sztuki rynsztokowej, najnizszej, ale wciaz to arcydzielo. bo takiej drugiej plyty ani nie bylo w historii polskiej muzyki. czy bedzie? niewykluczone, biorac pod uwage rosnaca patologizacje spoleczenstwa. ale zawsze to „Brat Juzef” bedzie tym pierwszym. tym najbardziej wkurwionym, najintensywniej bluzgajacym, tym najbardziej patologicznym i… najsmieszniejszym.
oczywiscie, jest to humor na poziomie podstawowki. zreszta to plyta-symbol tego wczesnoszkolnego okresu. jesli „Alboom” Liroy wywolywal rumience na twarzy szostkoklasistow mojego pokroju, tak „Brat Juzef” mogl doprowadzic do stanu przedzawalowego. takimi plytami (na kasecie oczywiscie!) terroryzowalo sie dyskoteki na wycieczkach szkolnych, wkrecalo sie w Ciemna Strone Mocy okrapianej pierwszymi browarami i skunami, na takich plytach uczylo sie slownictwa i bluzgow troche bardziej hardkorowych niz „turlaj dropsa”. kiedy juz przyswoilo sie cale slownictwo, nadszedl czas na przekaz – a i pod tym wzgledem Spawacze nie brali absolutnie zadnych jencow. menele, wiesniactwo, religijni fanatycy, politycy… nawet harcerzom i nietroszczacym sie o Matke Ziemie sie dostaje. no a przede wszystkim – Liroy’owi. w koncu od „Anty” sie zaczela cala afera i dla niektorych ten kawalek do dzis uchodzi za najlepszy diss w polskim rapie. co ciekawe, biorac pod uwage procentowy udzial wokalny w piosence, na dobra sprawe mozna by ja uznac za solowy kawalek goscinnie udzielajacego sie tutaj Peji. swoja droga – przezabawna to ironia losu, ze poltorej dekady pozniej sam Liroy stawal po stronie lidera Slums Attack w beefie z Tedzikiem.
impakt historyczny, o ktorym mowa byla wczesniej. analny humor, ktory – wstyd przyznac – bawi do dzisiaj („Pedal Roman” na podkladzie z „Ice Ice Baby”). kopalnia cytatow („za te profanacje, ktore odpierdalasz, spotka Cie solidna kurwa kara!”; „z prawdizywm rapem nie masz nic wspolnego, chyba ze black metal jest podobny do reggae” – no kamaaaaaaaaaaaaaan!). tez – co chyba tez nie za bardzo da sie zakwestionowac – pionierskie laczenie rapu z gitarami (covery Body Count i Beastie Boys powstale z wokalnym udzialem Titusa z Acid Drinkers)… nie doczeka sie ta plyta rehabilitacji w oczach historykow muzyki, nie ma sie co ludzic. ale my, pokolenie gumy Turbo i bicia w szczepionke, swoje wiemy.
najlepszy moment: ANTY (FEAT. PEJA)
ocena: POZA SKALĄ