Familia H.P. – Soundsystem
wydawca: Embryo
polskiego rapu ciag dalszy.
Lodz moze nie jest taka potega na hiphopowej mapie jak Warszawa, Poznan czy nawet Wroclaw, ale i tak wstydzic sie swej reprezentacji nie musza. OSTR przeciez dla wielu jest aktualnie najlepszym raperem w tym kraju (a przynajmniej w scislej czolowce), a Thinkadelic kladlo podwaliny pod rozwoj rapu nad Wisla. no i jest Familia HP – choc tez juz dzialajacy ponad dekade, to niestety czesto jest pomijany w ustnie przekazywanej historii polskiego rapu. chlopaki na szczescie sie nie poddaja i az do dzis robia swoje, w miare regularnie wypuszczajac na rynek kolejne wydawnictwa.
przesada byloby wyciaganie wiekszych wnioskow na podstawie trzech wykonawcow, ale faktem jest, ze na winampie (by nie bylo pomowien – mam „Soundsystem” na oryginale!) Familia gladko wkomponowuje sie w towarzystwo truskulowych opowiastek Ostr’a i wyluzowane granie Thinkadelic. dosc wyraznie zarysowane bity, opatulone niemal zawsze jakimis przyjemnymi sampelkami i skrecz-popisami, na ktorych bez pospiechu, ale konkretnie nawijaja panowie Oxy i Thomass. moze i z tych 16 trackow nie wylania sie obraz jakichs dwoch wybitnych rap-osobowosci, ale druzynowo panowie daja na tyle rade, by utrzymac napiecie i zainteresowanie na szerokosci calej plyty praktycznie bez zadnych gosci. z jednym wyjatkiem w postaci „Kuloodpornych/Bulletproof” z refrenowym przyspiewem Miodu z Jamala i zwrotka samego Afu-Ra. rzecz ewidentnie skrojona na singiel, ale daj Boze by takie single smigaly w mediach, rowniez w tych nastawionych na hiphop.
zreszta w takim hiphopie jaki oferuje Familia zdecydowanie nad JAK przekladane jest CO. a w tej kategorii duet moze czuc sie zwycieski. bez akademickiego pseudointeligenctwa, ale i daleko od wiesniactwa i gangsta pozerki. szczerze, bezposrednio, a jak trzeba to refleksyjnie („Rozmowy” spokojnie moznaby postawic obok „W Moich Kregach” PFK, a „Prawie robi wielka roznice” obok „Oszustow” Flexxipa). oczywiscie chlopaki maja swoje jazdy, za ktore niekumaci bezproblemowo wpasowaliby ich w pokotujacy wciaz schemat „polski rap=dresiarstwo/lancuchy”. tyle ze o ile „Tam wpadam” to kapitalna wrecz oda do lysej czaszki (co za podklad), tak juz takiego „Patrolu” nie kupuje. no ale nigdy nie scigalem sie beemka (choc egzamin z prawka juz w drodze, wiec kto wie!), wiec moze nie powinienem sie wypowiadac. natomiast na pewno moge powiedziec, ze synetyczny podklad Matheo zdecydowanie obniza poziom instrumentalnej warstwy plyty.
daloby sie plyte, poza „Patrolem”, odchudzic z paru innych numerow, ale i tak jest mocno przyzwoicie. jarac sie nie jaram, ale jestem pod mocnym wrazeniem.
najlepszy moment: TAM WPADAM
ocena: 7,5/10
