rageman.pl
Muzyka

Rudy MRW – Bezsenność

rok wydania: 2009

wydawca: Vision Music

 

odswiezamy watki sprzed miesiaca. dzis znow o Rudym.

o Rudym i jego najswiezszym jak dotad krazku. chlopak, jak juz wspomnielismy, ma dosc kiepski timing. nie poszedl za ciosem „Platynowego sombrera” i na dlugograjacy debiut kazal czekac dwa lata. potem znow zapadl sie pod ziemie i objawil sie po ok 4 latach. a takie 4 lata to ostatnimi czasy w muzyce niemal cala epoka. rowniez w polskim rapie. mtv i viva wlasciwie wypiely sie na ten gatunek, rap-labele poza najwiekszymi graczami typu Asfalt czy Prosto zaczely zwijac interes. wbrew pozorom to nie musi byc taka zla sytuacja – kto mial leb i zajawke ten i tak przezyl, a potwor hiphopolem zwany, nie karmiony odtworzeniami w telewizorniach, wyzional ducha w samotnosci i poczuciu wstydu.

ale co mial zrobic taki Rudy MRW, ktory nie zdazyl sobie wyrobic marki na tyle, by moc oprzec swoj byt na hajsie ze sprzedazy mp3 i akurat ktoremu labelowa opieka Camey’a, obok UMC najbardziej cieszacego sie wzgledami telewizyjnych wlodarzy, calkiem dobrze sluzyla?

zabrzmialo dramatycznie, ale spokojnie – „Bezsennosc” to nie jest zaden nowy start. choc pewna metamorfoza w naszym bohaterze zaszla. na lepsze, na ciut bardziej dojrzale. juz nie goni za hajsem, nie spiewa peanow na czesc swojego dresu, hormony tez juz nie buzuja jak kiedys. co nie oznacza oczywiscie, ze zostalo to wyparte przez globalne rozkminy na temat wszechswiata czy cytowanie Schopenheauera. ot, storytellingi na czesc Dobrych Chlopakow, Ktorym Sie nie Powiodlo („Miejska Legenda”), wciaz przewijajacy sie motyw Warszawy, wlasny glos w sprawie „Optymizm na kazdy dzien” („Oddycham”), a nawet tekst o trudach… pisania tekstu (hiphopowy „Teksanski”?). jednym slowem – cos tam w miedzyczasie powpadalo Rudemu do glowy, zrewidowal swoj wiesniacki attitude sprzed paru lat. i to sie chwali. nie zmienia to jednak faktu, ze te metamorfozy nie poszly w parze z rozwojem innych skillsow. coz, przynajmniej w tym 2009 o Rudego caly czas sie logopeda musial dopytywac, wersow ktore moglyby zostac w pamieci jeszcze po wybrzmieniu ostatniej nuty na plycie ilosc znikoma, no i jednak pewien sentyment do wsiunskich jazd pozostal („Pachniesz tak dobrze 2”, how laaaaaaaaame is that?). ale summa sumarum, jak juz zostalo napisane – jest lepiej.

szkoda natomiast, ze w kontrze dla powyzszego aspekt muzyczny zaliczyl spory krok w tyl. prozno szukac tu bangerow, ktorych pare jednak sie na „Dobrym Zyciu” znalazlo. najlepszy z calej szesnastki trackow, „Oszalej”, to jednak nie do konca to. nieprzypadkiem najlepsze numery to te, gdzie Rudy dzieli majka z goscmi. przede wszystkim wraca Pih – w wersji imprezowej (wspomniane „Oszalej”, dodatkowo Pyskaty, z ktorym wspoltworzy Skazanych Na Sukcezz) i, ekhm, psychopatycznej („Beton Spija Lzy”). lekki posmak horrorcore’u ma tez „Miasto Zbrodni” popelniony z RDS’em. inni goscie: Fabula, DJ One Touch, Emazet, 1z2, Mlody Em, Ana – ta ostatnia odpowiada za refren m.in. w „Warszawskim” z kapitalnym deciakowym samplem, pochodzacym z zupelnie innej hiphopowej bajki niz reszta.

na pierwszej plycie zenade tekstowa maskowala warstwa muzyczna. „Bezsennosc” to zgola przeciwna sytuacja – chcialoby sie pochwalic za progres w przekazie (niewielki, ale jednak), ale co z tego, skoro trafil on na generalnie malo zyzna glebe dzwiekow. wiec znow conajwyzej siodemka.

 

najlepszy moment: OSZALEJ (FEAT. SNS, DJ TACTIC)

ocena: 7/10

Leave a Reply