Szyna – Spacer EP
wydawca: Wielkie Joł
Było o Wielkie Joł’owych (nie mylić z „jałowych”!) didżejach, warto pomówić w końcu o jakimś reprezentancie, który zajmuje się rapowaniem.
Szyna to zawodnik dość młody (’91), dopiero stawiający pierwsze kroki w rap-grze na wyższych szczeblach. Czy zadomowi się w niej na dłużej? Omawiane dziś wydawnictwo raczej nie daje powodów, by odwodzić go od tego pomysłu. Być może ustępuje pod względem wyrazistości takiemu B.R.O, ale na pewno kładzie go na łopatki i dociska kolanem do żwiru pod względem zawartości treści w tekstach i celności spostrzeżeń, nie bawiąc się w żadne nieuzasadnione bragga. Podczas gdy B.R.O. robi cnotę ze swojego statusu licealisty, Szyna woli patrzeć w przyszłość – z optymizmem, ale bez przybierania pozy kozaka i króla życia. Nie ma tu może rozkmin na poziomie Kierkegaarda, ale jak na swój wiek i, nie ma co ściemniać, środowisko muzyczne z jakiego się wywodzi, to ma całkiem niezły porządek w głowie. Być może po części przeżytej choroby, o której wspomina w „Źle, dobrze, najlepiej” (oczywiście moja wrodzona nieufność do świata w pierwszej kolejności zasugerowała sztucznie kreowane street cred, ale czy w Polsce naprawdę komuś chciało by się w takie rzeczy bawić?), a być może mieszkanie w Sosnowcu nie daje okazji ku temu, by poprzewracało się w dupie. W każdym bądź razie – zawsze miło posłuchać polskiego rapu, który daje się zapamiętać nie tylko za formę, ale przede wszystkim za treść.
Nie będę jednak ukrywał, że największą jak dla mnie wartość mają tu podkłady, za które w całości odpowiedzialny jest Tede. Co tu dużo mówić – są KA-PI-TAL-NE. Wtajemniczeni już wcześniej mieli okazję się przekonać o talencie połówki WFD do klecenia bitów, ale jak dla mnie „Spacer EP” może stanowić najlepszą wizytówkę w tym zakresie i koronny dowód na to, że w kategorii „rapper turned beatmaker” dawno zostawił OSTR’a w tyle. Aż pojawia się nieśmiała myśl – z całym szacunkiem do Sir Micha, ale może ostatnie płyty Jacka byłyby lepiej oceniane, gdyby własne bity zatrzymywał dla siebie? Inna sprawa, że akurat te podkłady ze „Spaceru” idealnie pasują do osobowości Szyny – z truskulowym klimatem, a jednocześnie liniami basu rozbujanymi bardziej niż podwórkowe huśtawki w czasach swej największej świetności. Dla siebie znajdą tu też ci, którym szkodzi nadmiar słońca – w wciąż bujającym, ale jednak bardziej refleksyjnym „Nocnym włóczykiju” czy bojowym „One Shot” (na ficzuringu Tede i Zgrywus, ten pierwszy ozdobił świetną zwrotką „Bez Wytchnienia”).
Z powyższego powodu wysoka ocena całości jest w pierwszej kolejności zasługą Producenta, ale wierzę, że Szyna nie zmarnuje kredytu zaufania i polski rap będzie miał z niego w przyszłości sporo pożytku. Kto wie, może przy stałym rozwoju i talencie do selekcjonowania podkładów doczekamy się polskiego „Illmatica”?
najlepszy moment: ZAPACH
ocena: 8/10
