rageman.pl
Muzyka

Girl Talk – Feed The Animals

rok wydania: 2008

wydawca: Illegal Art

pobierz album

 

Milosc. generalnie fajowa sprawa. za co kocha sie druga osobe? no za charakter, WIADOMO. ale zdecydowanie nie przeszkadza, jesli na dodatek ten nasz obiekt uczuc np ladnie sie prezentuje, potrafi sie ubrac albo slucha Dobrej Muzyki. ba, sa tacy, co te bonusowe atrybuty stawiaja nawet wyzej anizeli wspomniane sedno sprawy. albo w ogole go nie uwzgledniaja w poszukiwaniach.

wlasnie, Muzyka. muzyke tez mozna kochac za jej charakter, prawda? oczywiscie jest to zdecydowanie jeszcze trudniejsze do zdefiniowania (dla jednego muzyka z charakterem to muzyka house’owa, podczas gdy do innego dociera tylko muzyka smutna – cokolwiek mialoby to znaczyc) , ale zawsze efekt koncowy jest ten sam – wywolywanie emocji. staram sie nie wdawac na tym blogu w akademicka polemike, bo zbyt martwi mnie moj deficyt wolnego czasu, a i tak przypuszczalnie wywola to niewielki odzew. do czego zmierzam – generalnie muzyki slucha sie dla tresci (znow – jakkolwiek by ja zdefiniowac). sa jednak tacy, kotrzy nie tylko bardzo zwracaja uwage na forme, ale i nawet sa w stanie darzyc ja wieksza atencja niz to, o czym jest ta muzyka. mowie tu chociazby o wszelkiej masci audofilach – znam takich, ktorzy nigdy w zyciu by nie siegneli po garazowej akosci demowki, nawet jesli ich autorami bylby Pink Floyd czy Miles Davis. moim zdaniem to kwalifikuje sie jako zboczenie, ale ok – sa wieksze schorzenia.

no i mamy instytucje mashupu. zjawisko ktore szczerze uwielbiam, mimo to nie jestem w stanie przykladac do niego tej samej miary co do „normalnej muzyki”. co nie zmienia faktu, ze przy samym obcowaniu z nimi kapitalnie sie bawie.

jak przy „Feed The Animals”, czwartym albumie Gregga Gillisa, poslugujacego sie w swiecie muzyki pseudonimem Girl Talk. idea jest prosta – robimy godzinny kawalek (podzielenie tego na 14 indeksow uwazam za zbednosc) z zapozyczonych elementow. o ile sciezki wokalne w zdecydowanej wiekszosci pochodza ze swiata urban music, tak juz w podkladach mamy czysta samowolke. Procol Harum obok Daft Punk, Rod Stewart zaraz za Metallika, Faith No More przeplata sie z Ace Of Base, a Kelly Clarkson spiewa na tle Nine Inch Nails. muzyczna sodoma i gomora. ale ile przy tym frajdy ze sluchania! jesli ktos chcialby zrobic w ramach domowki miniteleturniej „Jaka To Melodia”, to w zupelnosci wystarczy zapuscic ten album. zwlaszcza ze poziom trudnosci naprawde nie jest az tak wysoki – mowimy o muzyce popularnej, nierzadko ze szczytow list przebojow.

fundamentalne pytanie, jakie jednak trzeba zadac mowiac o remixach czy mashupach – czy dostajemy nowa jakosc? no wlasnie jak dla mnie niekoniecznie, mimo iz niektore polaczenia naprawde ocieraja sie o geniusz. dlatego uznaje „Feed The Animals” za klasyke, ale tylko w swym gatunku. nawet najlepsza domowka nie musi byc wydarzeniem, do ktorego wracaloby sie myslami cale zycie. choc oczywiscie obecnosc na takowych, tak jak i znajomosc „FTA” jest zdecydowanie obowiazkowa.

 

najlepszy moment: HERE’S THE THING

ocena: 8,5/10

Leave a Reply