Plies – I Fuck With The DJ
wydawca: DIY
Kontynuujemy temat czarnucha z Florydy.
Właściwie to wstęp mógłbym skopiować z wczorajszej notki. Mikstejpowe średniactwo. Dla wielbicieli nurtu, do których sam się zaliczam, nie znaczy to jednak, że nie potrafię obiektywnie ocenić materiału.
Z drugiej strony – też trzeba przyznać, że wśród tracków do-natychmiastowego-zapomnienia jest tu trochę więcej zapamiętywalnych fragmentów niż na „Aristotle” (inna sprawa, że żaden z nich nie jest taką petardą jak „Lowa” czy „Never Cross Them”). Odnotujmy: „Momma” to przede wszystkim rozczulająca oda podmiotu lirycznego do własnej Matkę. Wiadomo – każdy prawilny chłopak kocha tylko swoją Mamę, a reszta kobiet to kurwy. O czym przypomina następny w kolejności „Fuckin You”, „trochę” inaczej ujęte wyznanie miłości (w podobnej konwencji zachowany jest „Down Bitch”). Dalej – „PD” wyróżnia się obfitym użyciem autotune, ale powiedzmy że jestem na tak. „The Ghetto”, pomimo podbicia współczesnym bitem, aranżacyjnie wystylizowano na soulfunkową rzecz z epoki. No i jeszcze „Woke Up”, chyba najbardziej intrygująca rzecz, choć ze sporą dawką whatthefuck’owości. Handclapsowy w głównej mierze bit z pałętającymi się okrzykami chóralnymi, przez co całość nabiera jakiegoś rytualnego wymiaru, jakby zagrzewającej do boju pieśni. Spoko, tyle tylko że towarzyszy temu tekst, którego myślą przewodnią jest „I woke up this morning and i was so horny, said I need sex to restore me, but i said „No! I want money!””. Czyli dysonans i kuriozum jednak. Ale robi!
najlepszy moment: WOKE UP
ocena: 7/10
