rageman.pl
Muzyka

Bobby V – V Day

rok wydania: 2012

wydawca: DIY

pobierz album

 

Wracamy do urban soundu.

Tym razem jednak nie hiphop, a r’n’b. Wprawdzie już dawno po Walentynkach, ale pomyślałem sobie, że dobra muzyka nigdy nie traci na aktualności. Cóż, albo nie jest to prawdą, albo „V Day” nie jest dobrą muzyką.

Być może przypadek jest podobny do tego, który dotyczy Plies’a. W końcu nasz dzisiejszy bohater – do niedawna działający jako Bobby Valentino – już parę legali wydał, nawet ustrzelił parę lat temu hita z Timbalandem. A może też nie trafił w mój dzisiejszy, mało romantyczny klimat. W każdym bądź razie – spłynął po mnie ten mixtape jak po kaczce. Fakt, nie jestem wielbicielem takich klimatów w męskim wydaniu, R Kelly jest dla mnie przede wszystkim pedofilem, a nie szanowanym artystą. Ale jeśli tego typu kawałek trafi się na rap płycie w drodze wyjątku, to zawsze powitam go z otwartymi ramionami. Natomiast w takiej dawce (nawet jeśli to zaledwie pół godziny) jest to dla mnie nie do przełknięcia. Mógłbym się bawić w jakieś szukanie pozytywów, bo tu i ówdzie jakieś ciekawe patenty aranżacyjne wyłaniają się z tej różano-budyniowej magmy. Ale byłoby to działanie na siłę.

Co mnie jeszcze wkurwiło na tym wydawnictwie? Wiem, mixtape częściej dziś służy celom promocyjnym aniżeli artystycznym. No ale kurwa, nawijanie o ilości wyświetleń na jutubie czy o tym, jak fajnie odpicowane mamy profile na fejsie czy twitterze to już chyba przesada. Nie jestem idealistą, zdaję sobie sprawę że obecnie na ma przeszkód, by postawić znak równości między muzyką a produktem. Do skonsumowania, chwilowego uniesienia, a następnie zapomnienia i wysrania. Ale niech przynajmniej tworzy się pozory, że chodzi o coś więcej.

Kiedyś czytałem wywiad z kolesiem z Analogsów. Poproszony o opinię na temat techno (jakby „Pierdolona era techno” nie wyczerpywała tematu, hehe) powiedział (cytuję z pamięci, ale sens podobny) że gdyby miał puścić swej dziewczynie/potencjalnej kandydatce coś z tego nurtu, to ta zapewne uznałaby go za zboczeńca bądź w najlepszym przypadku psychola. Przypuszczam, że w podobnej sytuacji zapuszczenie „V Day” zakończyłoby się podobnie.

 

najlepszy moment: PUT IT DOWN

ocena: 6/10

Leave a Reply