rageman.pl
Muzyka

Czesław Śpiewa – Solo Act

rok wydania: 2011

wydawca: Mystic

 

Czy ten dobrotliwy, uśmiechnięty chłopak z okładki obok może być jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego showbizu? Hejterzy Czesława Mozila się pewnie uśmieją w tym momencie, że w ogóle można w kontekście takiej ciepłej kluchy jak on mówić o kontrowersyjności, ale fakty są takie, że jest ich równie wiele co sympatyków jego postaci. Słowo „postaci” jest tu kluczowe – bo dosyć często w tematycznych dysputach Czesław-Muzyk jest odseparowywany od Czesława-Osobnika (choć w erze X-Factorowej można już mówić o Czesławie-Celebrycie). Ba, nierzadko się zdarza, że u tego dyskutanta oba aspekty Mozilowego zjawiska wywołują skrajnie odmienne reakcje.

I chyba też tak jest u mnie. Ja tam czuję mega sympatię do tego kolesia, choć zdaję sobie sprawę, że tego typu kosmici na dłuższą metę potrafią być mocno męczący. Ale mi wystarczą dwie cechy jego osobowości – szczerość (przyznam, że początkowo odbierałem ten attitude Mozila jako pozę, ale żeby tak perfekcyjnie opanowana?) i (EMO ALERT) ciężko wytłumaczalna dobroć od niego bijąca  (/EMO ALERT) by z całą pewnością móc powiedzieć – mi nie tylko Czesław Mozil nie przeszkadza, ale nawet z chęcią bym się z nim napił. Problem sprawia mi natomiast to, co artystycznie ma Mozil do zaoferowania. Tesco Value jeszcze kupiłem i w sumie wciąż je trzymam w życzliwej sferze pamięci. „Maszynka Do Świerkania” wciąż ujmuje, no i mam mega sentyment do tej piosenki. Natomiast już reszta twórczości zawarta na dwóch albumach żadnych większych emocji we mnie nie wywołuje. Nie że żenuje, nie że wkurwia. Po prostu spływa jak po kaczce. Wciąż jednak wychodzę ze staromodnego założenia, że po to są koncerty, by weryfikowały naszą opinię o zespołach/artystach, lub z drugiej strony – pomogły się do nich przekonać.

W tym kontekście niestety „Solo Act”, pierwsze koncertowe dvd Mozila, jest sporym rozczarowaniem. W sumie nawet nie wiem, czy można mówić o koncertowym dvd. Właściwie to nawet co do „muzycznego” mam spore wątpliwości. Zamierzenie czy nie, wyszła z tego reklamówka Czesława-Gwiazdy, dla wszystkich tych, dla których cotygodniowa dawka jego osobowości w X-Factor jest niewystarczająca. Dla nich może nawet atrakcyjniejszą częścią wydawnictwa będzie dokument „W Moim Maluteńkim Świecie”, który w sam sobie też jakimś genialnym konceptem nie jest. Ot, jeździmy po Polsce (chyba tej „B” jej części, choć jeśli mieszkańcu Elbląga i Olsztyna mają na ten temat inne zdanie, to szczerze przepraszam) wraz z Mozilem od koncertu do koncertu. Jeździmy dosłownie – Mozilowi żadni instrumentaliści nie towarzyszyli, więc okiem kamery, z pozycji pasażera obserwujemy jak za pomocą GPS’a i napotkanych tubylców próbuje on dojechać na coraz większe zadupia. De facto obrazki ocierają się o mało emocjonującą cykliczność – koncert, popijawa w hotelu (solo lub z kilkoma fanami, obu płci), poranny kac, samochód. A może tak to miało wyglądać, taki miał być cel? By pokazać, że życie alternatywnego (choć zapewne ktoś powie „co to za alternatywa, która występuje na Dniach Miasta” – i po części będzie miał rację) muzyka ma w sobie więcej nudy niż przygody? Mogę uznać, że cel został osiągnięty.

Jeśli zaś chodzi o danie główne, czyli koncert… Koncert? Może performance? Nie wiem czy pokazany tu warszawski koncert jest reprezentatywny, jeśli tak to trudno pozbyć się refleksji, że wystąpienia Grzegorza Halamy też można by nazwać koncertami. Powiedzieć że Mozil jest gadułą to jak nic nie powiedzieć. Koleś trajkocze cały czas, piosenki traktując fragmentarycznie. Sam zdaje sobie zresztą sprawę z tego, w pewnym momencie obiecując obecnej na sali menedżerce, że tym razem zagra już piosenkę bez jakiegokolwiek gadania. Co oczywiście średnio mu się udaje. I chociaż nawet wśród pokazanej publiki da się dostrzec u co poniektórych pewne zniecierpliwienie, to trzeba przyznać, że parę wykonów jest tu naprawdę prześmiesznych („Maszynka Do Świerkania”). Choć nie wiem, czy powinienem to głośno mówić – jak sam Mozil mówi w dokumencie, boli go traktowanie jego występów w kategoriach komicznych.

No, „Vh1 Storytellers” to w każdym bądź razie nie jest, bo tak jednak proporcje przeważały na korzyść Muzyki. Co nie znaczy, że na „Solo Act” jej nie ma. Ślicznie wypadają gościnne występy – tak się składa, że w obu przypadkach mamy też do czynienia z coverami. Najpierw słyszymy naprawdę przejmującą interpretację „Odchodząc” Republiki zaaranżowaną na klawisze i harfę („obsługiwaną” przez Agnieszkę Grelę). Następnie na scenie pojawia się dobra koleżanka Mozila, Gaba Kulka, by wspomagając się dźwiękami ukulele (Mozil katuje w tym samym czasie akordeon) zaśpiewać „Co mi Panie dasz”. I ta wersja, choć totalnie niepozorna, autentycznie kruszy mi serce. Aż wróciłem do oryginału Bajmu – nic, pustka emocjonalna, wręcz bzdura. Możliwe zatem, że obcujemy z jednym z najlepszych coverów postałych w tym kraju, biorąc pod uwagę różnicę jakościową między oryginałem a przeróbką.

Chyba jednak dwie piosenki to za mało, bym się przekonał do Muzyki Czesława Śpiewa. Niemniej nie uznaję czasu spędzonego z tym dvd za stracony, zatem ostrożnie polecam.

 

najlepszy moment: CO MI PANIE DASZ? (FEAT. GABA KULKA)

ocena: 7/10

Leave a Reply