Tede – 36 Problems
rok wydania: 2012
wydawca: Wielkie Joł
No i proszę. Wielkie Joł poszło za „rocznicowym” ciosem, o którym wspominałem w ramach urodzinowego mixtape’u Numer Raza i postanowiło sklecić podobny prezent dla Ojca Dyrektora. I fajno, dobrego rapu nigdy za wiele.
Z racji faktu, iż dyskografia Tedego jest znacznie większa aniżeli jego zioma z Warszafskiego Deszczu, sklejenie składanki typu „Best Of” byłoby zbyt oczywiste. Dlatego klucz do całości jest ciut inny. Oto mamy tu kawałki z repertuaru Jacka, które według twórców mixtape’u są niedocenione, może nawet niesłusznie zapomniane. I rzeczywiście – żadnego singlowego hitu tu nie uświadczymy. Co nie zmienia faktu, że słucha się tego kapitalnie.
Przesadą byłoby twierdzić, że całość ukazuje postać Tedunia w nowym świetle. Może gdyby autorzy kompilacji bardziej zdecydowanie postawili na jedną kartę i skupili się tylko na poważniejszych kawałkach prezesa Wielkie Joł, to „36P” można by traktować jako podsumowanie jego mniej znanego, zaangażowanego oblicza, jednocześnie będącego solidnym kontrargumentem dla tych wszystkich, twierdzących że Tede nie ma już nic do powiedzenia. Tyle tylko, że trafiły tu też wybitnie imprezowe kawałki (w tym „Kocham ten styl WJ” na ABSOLUTNIE GENIALNYM bicie), a także te poruszające niby ważkie, ale zupełnie niedotyczące rzeczywistości („Opolo Parano”, „21 palec”). No i tego typu składak bez „Dokąd idziesz Polsko?” nie miałby racji bytu. A mimo to przekrojowość czasowa zawartego tu materiału dowodzi czegoś, co nie dla każdego fanu polskiego rapu jest oczywiste – Tede pisze coraz bardziej ogarnięte, łebskie liryki. Chociaż hiphopowym Stańczykiem nigdy nie będzie (zakładając, że kiedykolwiek miałby takie ambicje), a atmosfera luzu, czy nawet imprezy jest na kolejnych jego płytach wciąż dominująca, to słychać wyraźnie, że ta zmiana cyferek na liczniku nie pozostaje bez wpływu na jego twórczość. Oczywiście wciąż odsłuch tracków Jacka przysparza refleksji, czy równie korzystnego wpływu nie miałoby lekkie pohamowanie się w wypluwaniu nowych wydawnictw na rynek. Ale taki zarzut w ustach człowieka publikującego notki na bloku dzień w dzień byłoby lekką hipokryzją. Ja to rozumiem, a nawet wypada podziwiać – prawie dwie dekady, a jemu wciąż chce się tworzyć te szesnastki. A kto jak kto, ale akurat Tede tego robić już nie musi – jako osoba, której popularność jak żadnej innej gwiazdy gatunku wyszła daleko poza kręgi polskiego rapu, mógłby już do emerytury zbijać kasę na występach w TVNie.
Jednocześnie jednak, pomimo zdecydowanie przychylnego nastawienia dla ostatnich dokonań Tedego, trudno nie zauważyć, że zapytany o konkretne wersy z tychże dokonań byłbym w solidnej kropce. Co innego taki „Wielkie Joł” czy „Drin za drinem” – ja pierdolę, my tu w piątek na melanżu żonglowaliśmy tymi cytatami jak w pierdolonym cyrku. Ktoś powie „hity, to dlatego”. Być może. Ale przecież w późniejszym okresie Tede też miał przeboje. Z których pamięta się refreny, ale żeby konkretne frazy, pancze? Nie wiem, nie wiem. Skrajnym przykładem jest „Merctedes 600s”. Tekst absolutnie o niczym, ale ile w tym energii, kipiącej zajebistości, totalnej dominacji nad bitem, paaaaaaaaaanie. I przyznam, że brakuje mi tego Tedeefa, chociaż totalnie wiem, że to se ne vrati.
A już tak na lekkim marginesie (zamiast podsumowania – bo to, że trzeba tego mixtape’a ściągnąć to przecież oczywista oczywistość) – fajnie znów usłyszeć na wydawnictwie z WJ głos Kołcza, nawet jeśli wyciągnięty z archiwów. Tak se myślę, że jego reunion z Panem Tedeuszem byłby większą historią nawet od powrotu Pink Floyd w ramach Live8! Ogarnijcie się, chłopakiiiiiiiiiiiii.
najlepszy moment: KOCHAM TEN STYL WJ
ocena: 7,5/10