Mroczny Rycerz Powstaje
reżyseria: Christopher Nolan
Trudno nie oceniać tego filmu w oderwaniu od tragicznych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas jego premiery w Colorado. Trudno też nie skontestować, przypominając sobie co działo się „przy okazji” „Mrocznego Rycerza” 4 lata temu, że trylogia Batmana w reżyserii Nolana jest obciążona swoistą klątwą. Być może będzie to zbyt daleko idący wniosek, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że w obu przypadkach te tragedie miały ścisły związek z treścią filmów, którym one towarzyszyły. Śmierć Heatha Ledgera przecież pośrednio była spowodowana przemęczeniem organizmu, na który bez wątpienia wpłynęło wyczerpujące psychicznie odgrywanie Jokera, jednej z najbardziej obłąkanych postaci jakie dała nam popkultura. Natomiast, jaki związek z treścią „MRP” ma strzelanina w kinie? Teoretycznie – żadnego. Nie będę spoilerować mówiąc, że tego typu sceny nie zobaczycie w filmie. Ale jeśli pierwsze co przychodzi Wam na myśl w związku z masakrą w kinie w Colorado to bezsens (oczywiście zakładając, że można oceniać sensowność czyjejś śmierci), grotestka i swego rodzaju pustota, to dokładnie to samo zobaczycie w „MRP”.
Ktoś powie „Ty debilu, przecież to komiks jest!”. Tak, wiem co to są komiksy, czytałem je jak Ty jeszcze w pampersa robiłeś, man. Ale to nie znaczy, że przenosząc go na ekran nie pokusić się o porzucenie tej umowności, konwenansów obowiązujących w świecie komiksu. Albo przynajmniej wrzucenie ich w głębszy, odnoszący się bardziej do rzeczywistego świata kontekst. I to udało się przecież Nolanowi w „Mrocznym Rycerzu”, dlaczego więc nie mogłem tego oczekiwać od „MRP”?
Byśmy się źle nie zrozumieli – w gatunku ekranizacji komiksu to wciąż bardzo przyzwoita rzecz. Jeśli ktoś oczekuje rozmachu, sensacji, swoistej epickości, klasycznego zwycięstwa dobra nad złem, rozrywki dla oczu – jak najbardziej to wszystko otrzyma. Niestety, moim zdaniem absolutnie nic więcej. Intelekt ani razu nie zostaje połechtany, co przecież w poprzednich częściach trylogii miało miejsce, zwłaszcza w filmie z 2008 roku. Seans niestety potwierdził obawy, które można było mieć czytając wypowiedzi Nolana przed rozpoczęciem zdjęć do „MRP”. On nie do końca chciał kręcić ten film, wiedząc że „Mrocznym Rycerzem” wyczerpał temat, zawieszając poprzeczkę zbyt wysoko. Zgodził się na trzecią część tylko pod warunkiem, że będzie ona konkluzją cyklu. I za dużo Nolan daje tu powodów by nie myśleć, że chodziło o zwykłe wypełnienie kontraktu. Że po prostu zrobił trzeci film o Batmanie, najlepszym superbohaterze jaki dał nam świat komiksu. I nic więcej.
Moim skromnym zdaniem można wyodrębnić dwa powodu tej klęski:
Primo: główny Antagonista. Już Burton się skumał, że to właśnie o Bad Guy’ów w tym wszystkim chodzi, kompletnie marginalizując postać Batmana w swoich filmach. Nie ma genialnego wroga, nie ma filmu. Nolanowi dwa razy się udało – w „Batmanie Początek” skupiając się na narodzinach Batmana, przez co odsunięta była nasza uwaga od jego antagonistów (choć Scarecrow czy Ra’s al Ghul to przecież nie ułomki), a w „MR” sięgając po Jokera, Wroga Nr 1. Gdy świat obiegła informacja, że nowym wrogiem Batmana będzie Bane, nie byłem zachwycony. Bo moim zdaniem postać ta zasłynęła jedynie tym, że złamałaBatmana. Ok, to nie mało. Ale poza tym ekhm drobnym szczegółem nie jest to postać, która fascynuje, której podłoże psychologiczne można analizować czy rozpatrywać w szerszym, nie tylko komiksowym kontekście. Tom Hardy jako Bane dał z siebie 100 procent, nie można mu nic zarzucić. Zresztą kto widział „Bronsona” z jego wybitną tytułową rolą wie, że typ był stworzony do odegrania tej postaci. Kapitalnym zabiegiem, choć kontrowersyjnym, jest dysonans między jego osiłkową aparycją a dystyngowanym wysławianiem się, mającym coś z Seana Connery’ego. Ale to, jak scenarzyści poprowadzili postać Bane’a w filmie… Nie wiem, czegoś mi zabrakło. Podobnie zresztą jest z Catwoman – niby spoko i wyjątkowo sexy ta Anne Hathaway, ale gdzie tam jej do terroru, jaki czyniła jako Catwoman Michelle Pfeiffer w „Batman Returns”. W sumie to najfajniejsze wejście (choć niekoniecznie wyjście) ma (SPOILER ALERT) trzeci antagonista. Aczkolwiek tu taka uwaga, że niekoniecznie doceni je osoba niezorientowana w komiksowej historii Batmana. Tu jeszcze dodałbym, że na plus można przypisać fajne cameosy postaci z poprzednich części. Co by nie mówić – Nolanowi udało się stworzyć w trylogii uniwersum z całkiem logicznie zazębiającymi się trybikami. Nie wiem, czy to takie oczywiste w kontekście X Muzy.
Inna sprawa, że nie jestem pewien czy chciałbym przebywać w tym świecie. I bynajmniej nie chodzi o to, że mieszkańcy Gotham mają dość ciężkie, mało bezpieczne życie. Tu dochodzimy do secundo, które najkrócej można by ująć pytaniem – kto dał Paulo Coelho dialogi do napisania? Ja naprawdę rozumiem, że to komiks, że to amerykański film mainstreamowy itp itd. Ale niektóre suchary, jakie padają z ust bohaterów filmu są wręcz dyskwalifikujące. „- Przybyłeś zobaczyć jak niszczę Twoje miasto?” „-Nie, przybyłem Cię pokonać!”. NIGGA PLEASE. Resztę podobnych rodzynków sami wyłapiecie, nie będzie to zresztą trudne. Z kwestii dialogów możemy płynnie przejść ponownie do problemu ze scenariuszem. By znów nie walnąć spoilera: climax filmu to czysta autozrzyna.
O tym, że Christopher Nolan jest artystą a nie hollywoodzkim wyrobnikiem przekonał raz, a skutecznie „Memento”, jeden z najbardziej genialnych filmów jakie w życiu widziałem. Dlatego można było przy poprzednich częściach Batmana przymknąć oko na swoiste „holiłudy” w scenariuszu jako konieczny kompromis między artystyczną wizją a wymaganiami producentów i statystycznego amerykańskiego widza. „Mroczny Rycerz Powstaje” sprawia w tym kontekście wrażenie, jakby Nolan totalnie sobie odpuścił. A paradoks polega na tym, że największy plus filmu jest taki, że pozwala docenić jak genialny (jednak!) był „Mroczny Rycerz”, jak niedocenionym filmem jest „Batman Początek” i jak, summa sumarum, pozytywnie wypada trylogia Nolana jako całość. Tym bardziej boli ocena końcowa „MRP”. Ten cykl filmów naprawdę zasłużył na lepszy finał.
najlepszy moment: cytaty wplecione z „Knightfalla”
ocena: 7/10??
