Cyhi The Prynce – Jack Of All Trades
rok wydania: 2011
wydawca: DIY
Ok, jedziemy dalej z tematem. 2011 to wciąż oczekiwanie na legal Cyhi’ego, które to nam osłodził kolejnym mixtape’m.
Zaczynamy od tracka tytułowego, intrem zarazem będącego, w którym posklejano audiosample z rozmaitymi „jackami”. Jest Jack Nicholson, Jack Black, Jack Sparrow, Keep-It-Rollin-Jack, a nawet Monty Pythonowy Lumber Jack. Koncept album? Na to wygląda, biorąc pod uwagę, że także w tytułach piosenek da się dostrzec pewną spójność: „Assasin”, „Farmer”, „Hunter”, „Historian”. Jeśli komuś na hasło „koncept-album” automatycznie uruchamia się w głowie skojarzenie z progrockową epickością i złożonością, uspokajam – jest wręcz przeciwnie.
I tu jest właśnie główny problem wydawnictwa. Utwory trwają nie dłużej niż dwie minuty. To absolutnie nie problem, jeśli piosenka jest w ciągu tego czasu wyczerpać temat, porywając melodią/energią/przekazem/niepotrzebneskreślić. na „JOAT” takowych nie ma, niestety. Nie to aby były złe. Ciężko nawet ocenić, czy te piosenki są złe – zanim człowiek zdąży się wgryźć w ich strukturę, winamp skipuje do kolejnego tracka. I w ten sposób otrzymujemy kolejne lekko irytujące wydawnictwo Prynce’a, który może nie jest jakimś wybitnym raperem, ale potencjał na pewno ma. Kolejny jednak raz nie jest dane w pełni się o nim przekonać.
Do odnotowania: „Artist” nawiązujący do „Elevator” Outkastu, kipiejący pozytywną energią „Preacher” i wzbogacony żeńskimi wokalizami „Musician”. I w sumie można wrócić do „Royal Flush”.
najlepszy moment: PREACHER
ocena: 7/10