rageman.pl
Muzyka

Lao Che – Powstanie Warszawskie. Koncert

rok wydania: 2006

wydawca: Muzeum Powstania Warszawskiego

 

co to za kapela, chyba nie trzeba tlumaczyc. tym bardziej, ze malo komu powie to, ze kapela powstala 8 lat temu na gruzach zespolu, co sie Koli zwal. panowie maja na koncie dwie plyty, z czego zdecydowanie najwiekszy sukces odniosla plyta o nazwie „Powstanie Warszawskie”. jest to concept album, ktorej tematyki chyba nietrudno sie domyslec.

punktem glownym plyty sa dwa koncerty, jakie dal Lao Che w ramach promocji tej plyty. dwa dosyc rozne, jednak oba potwierdzajace to, ze jest to jedna z najlepszych zalog koncertowych w polsce. o czym zreszta mialem sie okazje nieraz przekonac, chociazby ostatnio w Zaku. i moim zdaniem o wiele lepiej prezentuja sie panowie na zywo niz na plytach.
pierwszy koncert zawarty na plycie to koncert z 2005 roku. miejscowa niezwykla: muzeum powstania warszawskiego. tylko 6 numerow, ale wizualnie prezentuje sie to lepiej od drugiego zawartego na plycie koncertu. realizacja telewizyjna, wiec kolorystycznie jest bajka. na dodatek przeplatane jest to wstawkami archiwalnymi. zniszczone budynki, walka… no, wiadomo o co chodzi. panowie prezentuja najwazniejsze numery – od „godziny w”, przez „czerniakow”, na „koncu”… konczac. technicznie bez zarzutu, jednak w porownaniu do tego, co prezentuja na koncertach normalnych (i co bedzie pozniej do zobaczenia na dvd), wydaja sie moze nie tyle spieci, co znacznie spokojniejsi niz zazwyczaj. chociaz basista, tak jak na kazdym chyba koncercie, nieprzerwanie dzierzy papierosa w ustach. rock and roll.

drugi koncert to juz jest rzecz z 2006 roku, nakrecona w warszawskiej proximie. mala scena, widac tylko zespol na scenie, choc ujecia urozmaicone. ale nadrabiaja dzwiekami. moze to kwestia ogrania materialu, moze luzniejsze okolicznosci, ale wypadaja po prostu lepiej. i bardziej rockowo. jest krew, lzy i duzo, duzo potu. najwiecej u Denata. niby odpowiedzialny tylko za samplowane wstawki, ale szaleje na scenie najbardziej. najbardziej zaangazowany w temat,, sadzac po wywiadach.no, tatuaz na plecach „powstanie warszawskie” tez chyba cos mowi.

najwiecej uwagi, obok Denata, skupia pan wokalista-gitarzysta, Spiety. tutaj juz niemal sciety na lyso, w bialym podkoszulku, tradycyjnie dajacy z siebie wszystko. bezproblemowe nawiazanie kontaktu z publika. a setlista pietnastonumerowa, uwzgledniajaca rowniez numery z pierwszej plyty „Gusla”. a takze smaczek w postaci coveru Siekiery „Ludzie wschodu”, ktory zreszta prezentowali w Zaku. reszta to juz klasyka, z przewaga „powstania”.

zastanawiajace, ze nawet te numery z debiutanckiego krazka pasuja do setlisty. setlisty bedacej do bolu przemyslana caloscia. na poczatku „przed burza”, zaraz potem „godzina w”. czy to kula synku, czy to serce pekloo? po lellkim uspokojeniu w postaci m.in. „astrologa” i „starego miasta” nastepuje wiazanka najagresywniejsza, najbardziej trzepiaca po bani – „przebicie do srodmiescia”, „czerniakow”, „grozba”, „kanaly”. swietnie wpleciona Siekiera no i „Koniec”. oczywiscie nie moglo sie obyc bez bisu, wiec sa „Hitlerowcy” i „wiedzma”. moze troszke bez wiekszego zwiazku przyczynowo-skutkowego z tym co grali wczesniej, ale nadrabiaja zajebistoscia tych numerow. i koniec. godzina mija jak z bicza strzelil.

w dodatkach dwa klipy. a raczej poltora. bo „czerniakow” to fragmencik i w polaczeniu z wlasciwie-nie-wiadomo-co-przedstawiajacym klipem to sprawia bardziej wrazenie jakiejs dziwnej impresji. normalniej wypada „koniec”. fajny patent na klip, przedstawiajacy zespol grajacy w salce. widac wszystko poza glowami. wizualnie pyszne, ale jaki ma zwiazek z trescia numeru? no i jeszcze cos co sie nazywa „Film o Muzeum Powstania Warszawskiego”. czyli reklamowka 10minutowa. ale dosyc zachecajaca. przy nastepnej wizycie w stolycy moznaby wreszcie zachaczyc o ta miejscowke.

najlepszy moment: GROŹBA

ocena: 7/10

Leave a Reply